Każdy ma swojego Zenka Martyniuka, czyli moja lista wstydu

Ogólne Sierpień 9, 2017

Uczą nas, że Sienkiewicz jest fajny. I że Dostojewski wymiata. Szymborska Nobla zdobyła, więc wypadałoby dopisać jej wiersze do listy „must read”. No a przecież gdzie Skazani na Shawshank? Lista Schindlera? Sami Swoi? Mozarta z pewnością słuchasz do kolacji.


7

Bo powinniśmy być obeznani w kulturze. I słuchać, oglądać wszystkiego co najlepsze. Ewentualnie zostało wpisane na listę kultowych. No a co zrobić, gdy pomiędzy pozycjami, które warto i trzeba znać (albo wypada), wpada nam taki Zenek? Co zrobić, kiedy go kochasz całym sercem, biegałabyś na koncerty i robiła selfie na FB? Teraz to może i nawet jest to modne, ale jeszcze kilka lat temu było to nie do pomyślenia.

Najgorsze jest to, że każdy z nas ma swoją listę wstydu, którą najchętniej nie chwaliłby się nawet przy najbliższych. Bo przecież, gdy w tramwaju wyciągniesz ulubionego harlequina, jeszcze w starej tandetnej oprawie, to od razu zostaniesz obdarowana pobłażliwym uśmiechem współpasażerów. I ta etykieta: kura domowa, która w książkach szuka gorących, namiętnych romansów. Bo z pewnością w domu nie dopieszczona. A nie daj Bóg niech Ci się podoba „50 twarzy Greya”!

Postanowiłam więc dziś zdradzić Wam swoją listę wstydu. Mam na niej trzy pozycje, a każda z nich kradła mi serce w pewnym okresie życia. Dziś ostała się jedna. Ale kto wie, co się jeszcze na niej pojawi

Ich Troje

 Gdy przychodziły do mnie koleżanki, kasetę (tak, jeszcze kasetę!) Ich Troje, chowałam głęboko w szafie. Wtedy to indie rock królował, a nie polskie wygibasy. Nie przyznawałam się nikomu. Tata ganiał za mną ze szczotą, bylebym wyłączyła tego czerwonego, jak lubił mawiać. A ja namiętnie ich słuchałam. Uwielbiałam zachrypnięty głos Wiśniewskiego, ich pokręcone pomysły i nieco szalony, przy tym tandetny image. Słuchałam ich zawzięcie w okolicach podstawówki i początków gimnazjum. Później samo przeszło, bo zeszłam na ciemną stronę rocka. Ale i tak rzewnie wspominam ten okres i moje zakłopotanie, gdy ktoś zadawał mi ulubione pytanie: a czego słuchasz?

To był dopiero hit! Ups, nadal znam slowa piosenki

Dan Brown

 O dziwo, gdy jego pierwsza książka została wydana na polskim rynku, wcale nie trzeba było udawać, że przez jego powieść nie przespało się nocy. Jednak z każdą kolejną powieścią i kolejną bolesną recenzją w poważnych gazetach, Dan Brown zaczął uchodzić za pisarza, którego należałoby omijać i kijem nie tykać. Im byłam starsza (czytaj w liceum) po prostu głupio było się przyznać, że lubisz Dana Browna. Przecież to takie głupie, bezsensowne powieści, w których nic nie trzyma się ani ładu, ani składu. A ja naprawdę czytałam jego książki po nocach, bo z pewnością jedno potrafił doskonale: utrzymać uwagę czytelnika. Urywać akcję w taki sposób, że trudno było nie sięgnąć po kolejny rozdział. Dziś jest mi on obojętny, bo i dawno nie miałam styczności z jego powieściami. Ale że właśnie wychodzi jego kolejna książka, to i może odświeżę swoją listę wstydu.

Tak, te wydania pamiętam!

Komedie z… Adamem Sandlerem

 To jest moja współczesna słabostka. Wiem, że jakkolwiek złego filmu by nie zrobił, i ile złotych malin nie dostał, jego komedie są zawsze świetną propozycją na wieczór. Dla mnie rzecz jasna. I tak, wiem, że bardzo często sięga po żarty z odmętów szamba i że często nie ma w jego filmach zbyt wielu mądrości Paula Coelho. To i tak wolę włączyć jego film niż kolejną komedię romantyczną. Bo jest dla mnie jedynym pewnikiem w hollywoodzkich słabiznach i średniakach. I wiem, że wtedy nie muszę ani włączać zbyt wielu szarych komórek ani silić się na głębokie rozmowy tuż po nim. Jest i go nie ma. A że żarty niskich lotów. Mnie tam śmieszą.

Cieszę się tylko, że dorosłam do tego, by nie wstydzić się tego, co lubię. Że to wcale nie jest ambitne? Co z tego! Czasem i taka rozrywka jest nam niezbędna. Kiedyś oblałabym się rumieńcem, gdyby ktoś odkrył mój wstydliwy sekret (sami wiecie, jak to jest być nastolatką), dziś co najwyżej wzruszę ramionami.

A jaka jest Wasza „lista wstydu”? Czego jako nastolatka wstydziłaś się najbardziej? A co dziś sprawia Ci przyjemność, choć wcale nie jest kulturą z najwyższej półki? Ostatni film, na którym byłam w kinie i który sięgał niejeden raz dna żenady, ale jednocześnie nawet mi się podobał, to… Sausage Party. Także tego… nie ma czego się wstydzić 😉

 

Podobał ci się artykuł?

Chcesz być na bieżąco z wydarzeniami kulturalnymi, recenzjami i innymi wpisami?

Zapisz się na newsletter




%d bloggers like this: