Gówniania sztuka

 Wrzesień 21, 2013

Nie, to nie jest tytuł poczyniony dla prowokacji. Ani by wzbudzać kontrowersje. Do stworzenia dzisiejszego wpisu zainspirowały mnie słowa, które przeczytałam w książce „Mercedez-Benz” Pawła Huelle „(…) dzisiaj każdy zarobić chce na wszystkim, no i wychodzi na to, że gdyby można było sprzedawać własne gówno, nikogo by nie powstrzymał smród”. Oczywiście, bohaterka, panna Ciwle, nie miała tu na myśli sztuki, ale czytając książkę, pomyślałam od razu o właśnie takiej formie wyrażania siebie. Poprzez gówno. Bądź mówiąc mniej dosadniej, poprzez płyny i wydzieliny ludzkiego ciała. Czy jednak fekalia, mocz i krew są w stanie być równoprawnym narzędziem sztuki jak glina, płótno czy farby? Czy służą, podobnie jak pokazywanie ciała przez celebrytów, taniej i prostej formie autopromocji?



Czym jest sztuka?

Z pojęciem słowa „sztuka” jest nie lada problem. Na przestrzeni wieków jego definicja ewoluowała, obejmując lub wykluczając dane wytwory człowieka. Kiedyś sztuką nazywano wyroby rzemieślnicze jak i artystyczne, dziś sztuką może być wszystko lub nic. Współcześnie nie ma jednej spójnej koncepcji, która pozwalałaby zaklasyfikować dany przedmiot, rzecz, wyrób do zbioru dzieł sztuki. Pomimo to większość z nas intuicyjnie kojarzy sztukę z twórczością, indywidualizmem i… pięknem. W końcu coś co jest piękne i wzbudza pozytywne emocje musi być dziełem sztuki. Jednak w obliczu nurtów, które pojawiły się w XX wieku, a które nadal są kontynuowane lub pojawiają się pod nowymi postaciami, sztuka zaczęła obejmować nie tylko piękno, ale i brzydotę. Sztuką może być już wszystko – wystarczy, że artysta czy reprezentanci środowiska związanego ze sztuką, stwierdzą, że owy wytwór wyobraźni to dzieło lub przejaw indywidualnej twórczości artysty. Nie ważne, co dane dzieło sobą prezentuje i nieważne jakie niesie przesłanie. Może to być puszka albo toaleta – ważne by niosło znamiona sztuki lub stwarzało jakiekolwiek pozory twórczości. Zresztą, przeglądając niektóre wpisy pojawiające się na blogu, mogliście nieraz spotkać się z jej dziwnymi przejawami. I dobrze, że człowiek nie jest skrępowany żadnymi więzami, regułami, gdyż wyobraźnia może wznieść się na wyżyny i stworzyć coś niepowtarzalnego. Jednak problem pojawia się, gdy sztuką rzeczywiście zaczyna być wszystko – od ołówka po blok na osiedlu. Jeszcze gorzej, gdy zamiast zastanawiać się nad przesłaniem owego dzieła (bo przecież każdy artysta ma jakiś zamysł, tworząc dane dzieło, prawda?), zastanawiamy się nad samą jego formą i realizacją. Czy rzeczywiście płótno pomalowane jednym kolorem i przeciągnięte jedną kreską staje dziełem sztuki tylko ze względu na osobę twórcy? Czy może jest tylko próbą wmówienia oglądającym, że jeszcze jesteśmy zbyt mało obeznani i wykształceni by zrozumieć wizję artysty? Czy sztuka jest dla krytyków i znawców czy także, a może przede wszystkim, dla zwykłych ludzi chcących obcować z pięknem/brzydotą podaną w nietypowej, oryginalnej czy też klasycznej formie?

Piękno a brzydota

Nierozerwalnie z pojęciem sztuki wiąże się sposób pojmowania rzeczywistości. Większość artystów przeszłości (tworzących przed XX wiekiem) próbowało uchwycić piękno otaczającego świata. Próbowali wyłuskać ten niepowtarzalny pierwiastek, który wzbudza podziw i cieszy oko. Jednak świat nie jest piękny i idealny. Nie jest stworzony przy użyciu idealnych proporcji. Dlatego też znalazło się wielu śmiałków, którzy zamiast hołdować pięknu, starali się uchwycić drugą stronę medalu – brzydotę, która przecież towarzyszy człowiekowi od wieków. Nie zawsze jest to brzydota wzbudzająca obrzydzenie. Dla wielu brzydota to rzeczywistość – niedoskonałości ciała czy rozkładające się ciało. Jednak do tej pory, większość artystów, choć wzbudzało kontrowersje, zachowywało pewien umiar w stosowanych środkach wyrazu. Piękno i brzydota, choć szły w parze od zawsze i pojawiały się pod różnymi postaciami na przestrzeni wieków, były próbą opisania świata za pomocą tradycyjnych narzędzi. Jednak niektórym twórcom, klasyczne media przestały wystarczać. Należało sięgnąć po środki, które ukażą prawdziwą brzydotę świata, a może nawet prawdziwą naturę człowieka. Szukali czegoś, co będzie dosadne w swym znaczeniu. Czegoś, co samą swą obecnością wzbudzi szereg uczuć, także tych najbardziej prymitywnych. I udało im się. Znaleźli.

Czym jest gówniana sztuka?

Według Oscara Wilde’a „Nie ma książek moralnych lub niemoralnych. Są książki napisane dobrze lub źle” (jest to zresztą chyba jeden z najczęściej cytowanych fragmentów w blogosferze dotyczących samej sztuki), co można odnieść nie tylko do literatury, ale i właśnie sztuki. Coś jest zrobione dobrze albo źle – nieważne jakich środków użyto. Tak wygląda teoria. Ale jak jest z praktyką? Gówniana sztuka to moja nazwa robocza dla wszelkiego rodzaju „dzieł”, które powstały w wyniku zastosowania ludzkich płynów ustrojowych oraz wszelkiego rodzaju wydzielin. Artyści stosują przeróżne „środki” jak choćby mocz, fekalia, krew. Swoją twórczość uzupełniają również włosami czy skórą. Brzmi przerażająco, wręcz ohydnie, a we mnie zaczęło budzić wątpliwości, czy sztuką można nazywać wszystko i czy sztuka pomimo wymaganej swobody i wolności, nie powinna mieć nałożonych pewnych granic. Nawet jeśli założymy, że taka forma i koncepcja jest konieczna do przedstawienia poglądów, myśli czy wizji samego artysty. Oglądając przykładowe prace zaczęłam się zastanawiać czy gówniana sztuka oby nie jest dobrym określeniem. Bo choć początkowo miała pełnić rolę informacyjną, z czego powstają owe działa, nieraz można odnieść wrażenie, że gówniana sztuka to tak naprawdę sztuka, która powinna zostać tam gdzie jest jej miejsce – w łazience i zostać spuszczona w otchłanie kanalizacyjnych rur. Oczywiście, nie każdy projekt powinien spłynąć, ale czy bez nich świat by ucierpiał?

Puszka z kupą

Zacznijmy od początku. Od 1961 roku, kiedy to Piero Manzoni sprzedał 90 puszek własnych ekstrementów. Znaczy się kupy. Puszki stworzył 2 lata przed tragiczną śmiercią, którą poniósł w wieku 29 lat. Każdy z „produktów” ważył 30 gramów. Puszki zostały nazwane zwyczajnie, po swojsku „The Artist’s Shit”, a każdą z nich wyceniono na ówczesny czas na 37 dolarów. W 2008 roku puszka opatrzona numerem 84 została sprzedana na aukcji za… 150 tys. dolarów. Niektóre z nich eksplodowały od nadmiaru gazu, który zgromadził się wewnątrz pojemnika.

Jednak puszki to tylko jeden z licznych projektów Manzoniego, który przez swoje krótkie, ale intensywne życie eksperymentował z różnymi materiałami oraz farbami.

Źródło: en.wikipedia.org
Źródło: en.wikipedia.org

Osikane obrazy

Na kartach gównianej sztuki zapisał się jeden z najsłynniejszych artystów pop-artu – Andy Warhol. Do zabawy zaprosił swoich przyjaciół, którzy sikali na wcześniej przygotowane płótna pokryte miedzią. Mocz oksydował z miedzią, tworząc niepowtarzalne kształty mieniące się różnymi kolorami. Powstałą serię obrazów Warhol nazwał zwyczajnie Oxidations. Choć sam proces tworzenia może budzić pewne wątpliwości, efekt jest całkiem przyjemny dla oka.

andy_warhol_pissing

Przegięcie czy sztuka?

Jednak nie wszyscy artyście podążyli tak spokojną ścieżką. Niektórzy postanowili wejść na scenę z kontrowersją na ustach. Albo na papierze. Jak to woli. Andres Serrano to amerykański fotograf, który zasłynął nie tyle pięknem wykonywanych zdjęć, co ich bluźnierczą naturą. Jedna z fotografii „Piss Christ”, z 1987 roku, wywołała oburzenie i trudno się dziwić, widząc i wiedząc, w jaki sposób powstało owo „dzieło”. Serrano nasikał do szklanki, po czym zanurzył w niej mały, plastikowy krucyfiks. Zdjęcie wchodzi w skład większego cyklu, na który składają się fotografie przedmiotów zanurzonych w innych płynach ludzkich jak choćby krew czy mleko pochodzące od karmiącej matki. Po zaprezentowaniu swoich prac Serrano nie miał łatwego życia. Grożono mu, bojkotowano i niszczono wystawy. Mnie natomiast zastanawia wartość tego rodzaju sztuki. Czy rzeczywiście to jedyny sposób na pokazanie swojego stosunku do religii? A może tak naprawdę zdjęcie nie znaczy nic – jest jedynie jednym ze środków do osiągnięcia rozgłosu? Nie wszyscy jednak potępiają zdjęcia artysty. Jego trud doceniła choćby Metallica, która postanowiła wykorzystać jego fotografie, ozdabiając nimi okładki swoich dwóch płyt: Load oraz Reload.

Źródło: en.wikipedia.org
Źródło: en.wikipedia.org

Autoportret

Nieco trudniej ocenić Marca Quinna, brytyjskiego artystę należącego do grupy Young British Artists działającej w latach 90 ubiegłego wieku. Jednym z bardziej znanych dzieł jest jego autoportret Self wykonany z własnej, zamrożonej krwi. Do stworzenia rzeźby wykorzystał 4.5 l krwi, którą „zbierał” przez 5 lat. Bardziej kontrowersyjnie przedstawia się inna rzeźba – portret jego syna zaraz po narodzinach. W tym przypadku jako surowiec posłużyło łożysko oraz pępowina matki Lucasa. Jedni zachwycają się jego pracami doceniając nie tylko technikę, ale próbę opowiedzenia o człowieku, jako istocie nietrwałej. Krew daje życie, ale jednocześnie poza organizmem nic nie znaczy. Rzeźba nie ożyje, nie zarumieni się, nie przybierze kolorów. Jest tylko tworem pokrytym ludzką krwią, która bez zamrażarki nie przetrwa zbyt długo poza organizmem.

Źródło: idolmag.co.uk
Źródło: idolmag.co.uk

Codzienna świeża porcja…

… kupy. Pewien japoński artysta, który zwie się Noritoshi Hirakawa, przygotował w 2004 roku pewnego rodzaju instalację, podczas której pewna młoda kobieta siedziała w białej, czystej sali i czytała trylogię Philipa Pullmana. Nim dobrnęła do końca, każdego dnia pojawiała się nowa kupa. Świeżutka. Prawdziwa. Przez sześć dni. Przyznam szczerze nie przemawia to do mnie. Ani trochę. A jeśli chcecie przeczytać wrażenia z tego dziwnego wydarzenia, wpadnijcie na stronę The Guardian

A jak by podebrać komuś większemu?

Chris Ofili, podobnie jak Serrano, postanowił wsławić się czymś, co wzbudzi najwięcej emocji. Tych negatywnych, oczywiście. Przygotował obraz „The Holy Virgin Mary”, który powstał przy życiu farb olejnych, żywicy poliestrowej oraz… odchodów słonia. I choć obraz teoretycznie przedstawia czarną Matkę Boską został otoczony pornograficznymi zdjęciami. No cóż, dla mnie to nie sztuka, a chore wizje, które niczemu nie służą. W swych obrazach jako surowiec do malowania wykorzystuje przede wszystkim gówno słonia. Nie wiem, na samą myśl zbiera mi się na wymioty…

Źródło: en.wikipedia.org
Źródło: en.wikipedia.org

Portret z…

… kału, moczu, czekolady, motyli, krwi itp. W ten sposób powstał obraz namalowany przez Terence’a Koha, o którym mogliście przeczytać jednym ze starszych wpisów. I choć na szklanym ekranie monitora nie wywołuje odruchów wymiotnych, przyznam szczerze, że nie chciałabym go zobaczyć na żywo. Podziękuję.

Sztuka na żywo

Wielu artystów nie ogranicza się tylko do stworzenia namacalnego „dzieła”. Niektórzy idą na całość tworząc performance, na którym zobaczycie wszystko od krwi po kał. Normą jest umartwianie ciała, cierpienie. Czy to jest jeszcze normalne? Czy jest to protest przeciwko przemocy dzisiejszego świata czy może ludziom brakuje mocnych wrażeń, których mogą doświadczyć podczas tego typu wystąpień? Nie chcę osądzać, bo nigdy nie uczestniczyłam w takim spektaklu. Tyle że oglądanie cierpienia, krzywdy, krwi lejącej się z ran może zacząć przypominać walki gladiatorów. Miała się lać krew ku uciesze gawiedzi zgromadzonej na trybunach Koloseum. W końcu ludzie lubią tanią, kontrowersyjną rozrywkę, a obecnie brakuje im czegoś, co przyspieszy bicie serca.

Co myślicie o takiej sztuce? Wybralibyście się na wystawę, na której galeria zebrałaby wszystkie tego typu „dzieła”?

Podobał ci się artykuł?

Chcesz być na bieżąco z wydarzeniami kulturalnymi, recenzjami i innymi wpisami?

Zapisz się na newsletter




  • http://ugoldenbrown.wordpress.com ugoldenbrown

    Wpis, jak zawsze, ciekawy, ale sztuka.. Hmm.. nie dla mnie.
    Nie obejrzałabym takich wystaw, dlatego też nie obejrzałam słynnej chinskiej wystawy ludzkich zwłok.
    Poza tym stosowanie przez artystów (?) substancji, które ciało człowieka pozbywa się, bo są efektem oczyszczania organizmu, jest brakiem szacunku dla odbiorcy. Farby nie muszą pachnieć, ale nie muszą też śmierdzieć i wywoływać u widza odrazę.

    • http://okonakulture.wordpress.com palanee

      No właśnie – gdzie jest ta granica dobrego smaku? Kiedy się ją przekracza a kiedy służy wyższym celom? Wybrałam takie przykłady, które według mnie nie są niczym więcej niż próbą promocji własnej osoby poprzez kontrowersyjną próbę uchwycenia świata. Najbardziej uderzające jest to, że niektórzy z nich, oprócz sięgania po dość specyficzne „środki” wybierają tematykę i obszary, które dodatkowo potęgują poczucie odrazy, zniesmaczenia…

    • http://ugoldenbrown.wordpress.com ugoldenbrown

      Ale.. ludzie to lubią, ludzie to kupią…
      I na tym bazują gówniani artyści.

    • http://okonakulture.wordpress.com palanee

      Bardzo słuszna uwaga 🙂

  • http://napieknej.wordpress.com naPIĘKNEJ

    Temat, który podjęłaś, nie jest mi obcy. Na studiach również o tym dyskutowaliśmy i zdecydowanie powtórzę się, że taka sztuka to dla mnie nie sztuka, a wytwór nieco skrzywionej wyobraźni. Nie dostrzegam przesłania, do mojego życia nie wnosi nic, poza odruchem wymiotnym, obrzydzeniem. No ale, dla każdego co innego – ja jednak zachwycać się nie będę…

    • http://okonakulture.wordpress.com palanee

      Jak pewnie większość ludzi. I dla mnie sięganie po takie środki, kiedy nie mówią nic i nie zmieniają mojego postrzegania życia czy świata, są jedynie tanią reklamą. Podobnie jak bezsensowne epatowanie nagością tylko po to, by zwrócić na siebie uwagę. Coraz częściej ma się wrażenie, że handel ludzkim ciałem to już normalna sprawa i coraz rzadziej szokuje.

  • Pingback: “In God We Trust” – religia i sztuka współczesna | Oko na kulturę()

  • http://kasandra-85.blogspot.com kasandra_85

    Kontrowersyjny temat. Smutne jest to, że w obecnych czasach im coś bardziej szokuje, przeraża, im skrajniejsze emocje wywołuje, tym lepiej się sprzedaje. Wielu już nie wystarcza normalność i szukają na siłę mocniejszych wrażeń. Aż strach pomyśleć, co będzie za kilka/kilkanaście lat i nie mam tu na myśli tylko sztuki:(

  • http://artdone.wordpress.com artdone

    Ja się wybieram na wszystkie wystawy (no prawie). Ale na pewno na te ciekawe, a ta by taka była… choć zgadzam się, że mocno obrzydliwa.
    Gratuluję tekstu! Wspaniały 🙂
    Bardzo mi się podoba, ponieważ przedstawiasz swój punkt widzenia, ale jesteś w nim otwarta – są rzeczy, które do nas przemawiają, a są takie, które nie.
    Podoba mi się fragment o brzydocie w przeszłości. Przeciwnikom sztuki współczesnej wydaje się często, że wcześniej sztuka była tylko ‘piękna’, a przecież artyści kiedyś też byli szokujący i kontrowersyjni. Niektóre dzieła do tej pory nas porażają swoimi tematami czy formą.
    Sięgnijmy po znany przykład bardzo drastycznej sceny, gdzie krew leje się strumieniami:
    http://artdone.wordpress.com/2012/03/14/artemisia/1613-15-ok-giuditta-e-oloferne_capodimonte-24/
    czy ma znaczenie czy to prawdziwa krew czy farba?
    No i autorka jest… kobietą. W XVII wieku.
    Definicja sztuki w przeszłości wcale nie była taka oczywista, choć zgadzam się, że często jej wyznacznikiem było piękno. Wydaje się nam, że w przeszłości łatwiej było określić co jest sztuką.
    Nie uważam, że to specjaliści mają nam teraz mówić co jest sztuką, a co nie.
    To jest piękne w sztuce współczesnej, że to od nas zależy jak na nią patrzymy.
    Szkoda, że obecnie sztuka jest tak hermetyczna, ale z doświadczenia wiem, że im więcej się poznaje dzieł (i ogląda na żywo! na podstawie reprodukcji nie warto się wypowiadać) tym bardziej one do nas przemawiają, robią na nas wrażenie, widzimy ich złożoność.
    I jeszcze jedno. Bardzo często współcześni artyści są posądzani o chęć wywołania skandalu, a także wyłącznie o promowanie przez to swoich prac i siebie (również na rynku sztuki). Media bardzo chętnie wyłapują takie historie. I rzeczywiście czasami jest to element strategii artystycznej – ale czy nasz świat to nie świat komercji i sensacyjności? Jednak bardzo często jest tak, że to dopiero powierzchownie opisujące media robią sensację. Dla artysty jest to forma wyrazu jego przekonań czy wizji artystycznej. Nawet jeżeli jego materiałem jest… gówno.
    Był taki moment w sztuce, kiedy rzeczywiście sprawdzano granice – wrażliwości, dobrego smaku itp. I chyba już te granice osiągnięto, oczywiście, zawsze będzie coś co nas wprawi w osłupienie albo przyprawi o mdłości. Ale przestał być to naczelny cel artystów. A że media tak to przedstawiają… To media gonią za sensacją, artyści zazwyczaj za czymś głębszym (nawet jeśli jest to płytkość naszych czasów).
    Jeszcze raz gratuluję i pozdrawiam

    • http://okonakulture.wordpress.com palanee

      Bardzo dziękuję za miłe słowa i za tak rozbudowany komentarz 🙂 Chyba ta pogoń za sensacją mediów to wyznacznik naszych czasów. Ale pomimo że dziennikarze próbują wychwytywać (lub sami kreować) kontrowersyjne opinie, zdarzenia itp, to niektórzy „artyści” sami ich dostarczają, podobnie jak celebryci, którzy dążą do tego, by było o nich głośno.
      Osobiście nie uważam prezentowanych przykładów za sztukę, co nie oznacza, że tak właśnie nie jest. Z pewnością warto byłoby obejrzeć je na żywo, by zastanowić się i spróbować odebrał dzieło na swój własny sposób. A tym bardziej, jeśli coś zmusza nas do dyskusji, to z pewnością jest warte uwagi. I tak jest w tym przypadku – ważne, aby każdy sam ocenił, co go porusza, co zmienia w jego życiu czy postrzeganiu rzeczywistości. Jeśli tak się nie dzieje, sztuka przestaje pełnić swoją rolę. Jeśli nie zmusza do zastanowienia, choćby nad samą symboliką, a jedynie zachwyca swym pięknem czy doskonałością, to czy jest warta uwagi? Czy piękno jest zawsze dobre? Chyba trudno odpowiedzieć jednoznacznie na te pytania.

  • http://poduszkowietz.wordpress.com finkaa

    Zaciekawił mnie Twój wpis. Słyszałam wyłącznie o słoiczkach z kupą, a tu proszę… cała gama przeróżnych dziwactw. Niestety, to nie dla mnie. Uważam, że pewne sfery życia ludzkiego powinny pozostać intymne. Nie przekonuje mnie ani łożysko jako surowiec, ani ekskrementy jako cokolwiek innego, niż tylko zwykłe ekskrementy. I nie znoszę prób podważania czyiść przekonań religijnych, a mam wrażenie, że wkładając krucyfiks do moczu autor miał tylko jeden cel…

  • Pingback: Czy na pewno jesteś gotowy iść na "kontrowersyjną" wystawę? - Oko na kulturę()

  • Pingback: Czy na pewno jesteś gotowy iść na „kontrowersyjną” wystawę? | tuskimenteres()

%d bloggers like this: