Wanted OST - Ścigani

Podkręć kulę i zabij każdego – „Ścigani” (Wanted)

 Maj 1, 2014

Wanted OST - Ścigani

Bycie w związku oznacza, że od czasu do czasu muszę pójść na kompromis. A z kolei kompromis oznacza, że muszę obejrzeć takie filmy jak „Ścigani”. Nigdy nie pałam do nich wielką miłością, choć nie powiem – dobre kino akcji zawsze docenię i chętnie obejrzę. A „Ścigani” to niewątpliwie udany przykład kina rozrywkowego, do którego… trzeba się przekonać. Choć niestety nie jest to ani film odkrywczy, ani genialny. Po prostu – umiarkowanie dobry.


2

Dlaczego?

Pierwsze kadry nie napawają optymizmem. Wypaczenie praw fizyki i sekwencja nieprawdopodobnych scen dopuszczają głos rozsądku, a tym samym ocena filmu zaczyna drastycznie spadać. Postanowiliśmy jednak wytrzymać te kilkanaście minut. W międzyczasie poznaliśmy bliżej głównego bohatera, pracującego jako kierownik działu u znienawidzonej szefowej. Faszeruje się lekami, by zapanować nad własnym życiem i ogarniającym stresem. Wesley Gibson wydaje się być nieudacznikiem, zamkniętym w boksie w firmie, wykiwanym przez dziewczynę i przyjaciela, nie potrafiącym znaleźć własnej ścieżki. Jest mu wszystko jedno czy szefowa po raz kolejny doprowadzi go do furii czy kolega przeleci jego dziewczynę, czy obudzi go przejeżdżający tuż obok pociąg. To wprowadzenie (pomijając wspomniane wcześniej sceny) może się nawet podobać, bo wydaje się być bardzo prawdziwe. Nie raz i nie dwa, dopada każdego apatia, bezczynność, poddanie się losowi.

Trudno jednak przejść obojętnie wobec podkręcanych kul, akrobacji i pościgów samochodowych czy skoków do znacznie oddalonych od siebie budynków. Największe niedowierzanie budzi strzał wymierzony z kilku(nastu) kilometrów, który idealnie trafia w głowię przeciwnika stojącego na dachu. Mowa oczywiście o mieście, nie niezabudowanym miejscu. Wydaje się to tak nieprawdopodobne, że trudno się powstrzymać od wyłączenia filmu. Ale że człowiek to ciekawa istota, postanawia film obejrzeć, by przekonać się, jak reżyser (w tym przypadku Timur Bekmambetow) rozwiązał i wytłumaczył owe dziwaczne zjawiska. W tym miejscu wypadałoby przy okazji zaznaczyć, że film nakręcono na podstawie komiksu. A tym samym, świat, fabuła, bohaterowie, którzy zostali przedstawieni przez reżysera i scenarzystów nie są ich wymysłem. Być może, gdybym dysponowała taką informacją przed seansem, zupełnie inaczej odebrałabym każdą scenę. Odebrałabym je tak, jak w przypadku innych adaptacji komiksów takich jak Spiderman, Batman czy Thor. Przecież i tam zdarzają się sytuacje, które przeczą fizyce, wydarzenia wręcz absurdalne z punktu widzenia osoby mocno stąpającej po ziemi. A mimo to nikt nie psioczy, że jest to nierealne. Inaczej sprawa ma się ze „Ściganymi”, gdzie duża część komentarzy skupia się na nierzeczywistości przedstawionych wydarzeń. I myślę, że właśnie ta niewiedza w dużym stopniu wpływa na odbiór filmu. Każdy oczekuje kina akcji, w którym może i są pościgi wraz ze strzelaninami, ale bardziej w stylu „Szybkich i wściekłych” niż filmu, w którym używa się ponadprzeciętnych umiejętności niemożliwych do spotkania w realnym świecie.

Schematycznie – jak zawsze

„Ścigani” nie odbiegają w żaden sposób od schematów przyjętych w hollywoodzkich superprodukcjach. Jest i mit amerykańskiego ojca, jak i walka dobra ze złem. Jest oferma/nieudacznik życiowy, który zamienia się w bohatera. Pojawiło się kilka niespotykanych nigdzie wcześniej rozwiązań, które dodają nieco świeżości do filmu, jednak nie można mieć żadnych wątpliwości, że jest to znów odgrzewany kotlet. Podany inaczej, ale nadal ten. Absurdalnym pomysłem (przynajmniej tak wydaje się na początku) jest krosno przeznaczenia, które w kodzie zero-jedynkowym dzierga imiona przyszłych ofiar – osób, które powinny zginąć, by przetrwały tysiące innych. Przy pierwszej scenie chciało mi się śmiać. Przy drugiej stwierdziłam, że swoją takich przepowiedni nie było, więc czemu nie? W końcu trzeba mieć otwarty umysł. Kto powiedział, że karty, szklana kula czy gwiazdy są lepsze? Ta niecodzienność staje się może nie naturalna, ale akceptowalna. Oczywiście jeśli damy się ponieść akcji. A ta nie staje nawet na chwilę. Wciąż uciekamy lub gonimy. Wciąż skaczemy lub próbujemy przetrwać morderczy trening. Ponadto postawiono pewne sceny podkreślić poprzez zwolnienie czy wręcz ujęcia przypominające kadry z gier komputerowych. Z pewnością osoba, która pogodzi się z brakiem fizyki oraz nadnaturalnymi umiejętnościami bohaterów (jak to w komiksach) nie będzie się nudzić, a na pewno da się porwać historii. Nawet jeśli zauważy powtarzające się schematy i ograne rozwiązania.

Muzyczna orgia

Mnie jednak nie urzekła fabuła, gra aktorska czy ujęcia. Mnie zaczarowała muzyka, za którą odpowiada Danny Elfman. Choć nie jest to jego najwybitniejsze dzieło, to czuć w przygotowanych utworach jego geniusz. Idealnie komponuje się z klimatem filmu, przez co wielokrotnie przyłapałam się na tym, że bardziej skupiam się na muzyce niż na akcji. I myślę, że filmowi trudniej byłoby się obronić, gdyby nie podkreślające nastrój kompozycje. Ale co najważniejsze – film w moich oczach zyskał dużo właśnie dzięki muzyce.

Gwiazdorska obsada

Czy film zyskuje na tym, że występują w nim takie gwiazdy jak Angelina Jolie czy Morgan Freeman? Najprawdopodobniej tylko reklamę, gdyż żadne z nich nie pokazało zbyt wiele ze swoich umiejętności. Szczególnie mocno zawiodłam się na Freemanie – z drugiej jednak strony scenariusz nie pozwolił mu rozwinąć skrzydeł. Jolie zagrała średnio, ni dobrze, ni źle. Natomiast bardzo dobrze oglądało mi się Jamesa McAvoy’a. Świetnie udało mu się nie tylko zagrać zobojętniałego pracownika korporacji, ale także przemianę w pewnego siebie człowieka obdarzonego umiejętnościami, których mógłby mu pozazdrościć sam Rambo.

Słowem podsumowania

„Ścigani” to film, który warto obejrzeć, jeśli szuka się niezłego kina akcji. Jednak przed seansem warto wyłączyć „ziemskie” postrzeganie rzeczywistości i uwierzyć twórcom, że w naszym świecie podkręcenie w taki sposób kuli jest możliwe. Albo wjechanie starym, wysłużonym samochodem (coś na styl łady, ale niestety nie znam się, a tym bardziej nie mam pamięci do tego typu elementów) w rozpędzony pociąg. Jeśli zapomnimy o nierealności zdarzeń, przypomnimy sobie, że jest to adaptacja komiksu, a jednocześnie posłuchamy muzyki lecącej w tle, z pewnością film obroni się, a nawet wciągnie nas w wir akcji.

Tytuł: Ścigani
Rok premiery: 2008
Gatunek: akcja

Podobał ci się artykuł?

Chcesz być na bieżąco z wydarzeniami kulturalnymi, recenzjami i innymi wpisami?

Zapisz się na newsletter




  • http://wielkibuk.wordpress.com Bombeletta

    Uwielbiam Angelinę, zawsze podziwiałam jej wszystkie niesamowite akrobacje, ale podkręcanie kuli (a co za tym idzie zabicie za jednym zamachem kilku osób o_O) nie do końca do mnie przemówiły. Tak jak napisałaś – niezłe kino akcji, ale śmiechu przy nim sporo 😀

    • palanee

      Dokładnie – śmiechu wiele, choć kilka pomysłów było niezłych. Decydując się na podkręcanie kul, twórcy mogli trochę urealnić inne sceny np. pościgi, bo trudno uwierzyć, że ciężarówka dogoniłaby (jeszcze po mieście) samochód sportowy. Tu potrzeba już naprawdę dużej dozy wyobraźni 🙂

      A scena z zabiciem kilku osób jednocześnie po okręgu wzbudza chyba najwięcej kontrowersji – nawet wśród wielbicieli filmu…

%d bloggers like this: