Polskie Californication, czyli „Szatan kazał tańczyć”

 Czerwiec 21, 2017

Podobno podglądając życie innych na portalach społecznościowych, sami możemy popaść w depresję. Albo co najmniej przygnębiać się coraz bardziej z każdym kolejnym scrollem w dół. Bo ten ma lepiej, ta ma już dziecko, a ci to wiecznie na wakacjach są.


0

Podobno „Szatan kazał tańczyć” to film opowiadający o ludziach, którzy żyją właśnie światem wirtualnym, kreują swój wizerunek, pokazują, a wręcz krzyczą „patrzcie, to ja! Nie ma drugiej takiej!”. Podobno portretuje dzisiejszych dwudziesto-, trzydziestolatków żyjących w chaosie i zagubionych w prawdziwym, brutalnym świecie.

Ja mam 28 lat. Rocznik 89. Czy imprezowy? Pewnie tak. Czy zagubiony? Z pewnością. Tym razem jednak reżyserka strzela sobie w kolano. Choć nie powiem film mnie urzekł, a momentami nawet mi się podobał. Z pewnością nie usnęłam, a nawet więcej – poszczególne scenki śledziłam z zainteresowaniem. Strzelił, bo opowiedział historię, która ma być osadzona we współczesnych realiach, o tych smartfonach, aplikacjach, wirtualnym życiu. A ostatecznie… trochę tego zabrakło.

Jeśli chcesz, film mogę podsumować już teraz. Bardzo krótko. Nierówny, kontrowersyjny, pełen smaczków, a jednocześnie rozczarowujący. Bo mogło być świetnie, a wyszło… tak sobie. I to chyba boli najbardziej. Bo jest to dość głośny kobiecy głos, a jednocześnie utopiony w morzu seksu (który bądź co bądź wcale tak nie przeszkadza, jak niektórzy by chcieli) i nagości.

Zacznijmy jednak od Instagrama i Facebooka – dwóch portali społecznościowych, które mają w nas wywoływać poczucie winy. I zachęcać jak Kołcz Majk do sięgania wyżej niż w rzeczywistości możesz, bo przecież… wszystko możesz. A z Ciebie taka dupa jest. Mariolka już jest szefową pobliskiego McDonalda, a Ty kolejny rok za tę samą pensję piszesz jeden mierny tekst za drugim. A Kazik? No wiesz, on to już zdobył Mount Everest! A Ty ledwie Śnieżkę zdobyłaś. Zasapałaś się przy tym niemiłosiernie, więc nawet fotki nie strzeliłaś sobie na szczycie.

„Szatan kazał tańczyć” opowiada więc o życiu popularnej pisarki, która napisała bestsellerową (na dodatek debiutancką i dostrzeżoną na rynkach zachodnich) powieść o współczesnej Lolicie. Czego ta Karolina nie robi! I ćpa, i uprawia seks, to z fotografem, a to ze swoim facetem. Imprezuje, pije, chłonie życie bardziej niż pozwala jej na to zdrowie. A zegar tyka, bo chore serce, więc wiecie, łatwo przedawkować. Łatwo paść i już nie wstać. Życie Karoliny wydaje się więc idealnym materiałem na film, bo nie dość, że młoda, nie dość, że już sukces odniosła, to na dodatek wie jak korzystać z życia. A że trochę tak bez celu, ładu, kolejnych zadań do odhaczenia na liście? Kto by się przejmował! W końcu tak żyje pokolenie dwudziestolatków. Od imprezy do imprezy, od jednej kreski do drugiej. A co będzie pomiędzy – już nie jest istotne.

Tyle że… No właśnie – obraz zdegenerowanego pisarza, i to wcale nie tak młodego, oglądaliśmy już w serialu „Californication”. Z Karoliną od razu złapaliby wspólną nić porozumienia. Czy jednak jest to odkrycie charakteryzujące moje pokolenie? Nie, zawsze znajdą się jednostki, a nawet większe grupy, które wałęsają się po mieście szukając mocnych i niezapomnianych wrażeń. Zawsze znajdą się tacy, którzy wleją się w siebie hektolitry piwa, a w międzyczasie złapią biały odlot. To co mogłoby wyróżnić owe pokolenie, to bardziej niż rewolucja seksualna, będzie to rewolucja technologiczna. A tej pomimo wszystko jest naprawdę niewiele. Bo przecież nie wystarczy zrobić kadru instagramowego i pobawić się kolorami. Nie wystarczy też pokazać ledwie kilka razy telefonu i jednej próby zrobienia selfie z siostrą. Pod tym względem „Szatan kazał tańczyć” kuleje, tracąc tym samym swoją autentyczność.

Katarzyna Rosłaniec miała naprawdę świetny pomysł. Jak Julio Cortazar w swojej „Grze w klasy”. Dostajesz 54 sceny – każda z nich trwająca 2 minuty. Możesz tasować je dowolnie i ułożyć własną wersję wydarzeń. Być może ustawiając je w odmienny sposób niż zaproponowała reżyserka, dostaniesz zupełnie inną historię? Być może, bo pomimo wstępu jaki możemy przeczytać przed seansem na wyświetlanych tablicach, kolejność ma jednak znaczenie, a ułożenie je w konkretny sposób nadaje zupełnie inny kontekst i ramy. I to jest strzał w dziesiątkę, bo przecież wiedząc od samego początku, że Karolina jest chora na serce, z pewnością usprawiedliwialibyśmy jej imprezowy tryb życia. A gdybyśmy najpierw obejrzeli wymianę zdań pomiędzy Karoliną a jej przyjaciółką, w której to narzekają na swoje siostry, stwierdzilibyśmy, że to jednak wina rodzeństwa, faworyzowania przez rodziców i innych psychologicznych dyrdymałów. A tak w ogóle to pewnie wpływ na to miały problemy z dzieciństwa. Jak widać można tworzyć, tasować sceny, ale zawsze wyjdzie nam inna historia opowiedziana z nieco innej perspektywy. Ile daje to możliwości! Najlepszą diagnozą i być może najlepszym podsumowaniem byłyby sceny, gdy Karolina zakłada słuchawki na uszy. I wszystko przestaje się liczyć. Świat wokół milknie, w uszach dźwięczą ulubione bity. Gdy zdejmuje słuchawki, powraca szara rzeczywistość polskiej stolicy.

Mamy więc historię. Artystyczną wycinankę, którą możemy składać w dowolny sposób. Jak w kostce Rubika (do czego zresztą nawiązuje Rosłaniec), to od nas zależy, czy stworzymy z tego nieznośny kolorowy kolaż czy może równiutką, jednobarwną ścianę, grzeczną i nieudziwnioną. I choć nawet sama Kasia mówi, że jest to film o ludziach, którzy żyją w chaosie, którzy nie do końca znają swój cel, uważam, że to wcale nie jest też symptom naszych czasów. To jak powiedzieć, że kiedyś kobieta zachodziła w ciążę tylko po ślubie. Jest chaos, jest życie chwilą. Ale dla mnie wcale to nie ujmuje nam, ani trzydziestolatkom, ani dwudziestoparolatkom. Kiedyś nie było po prostu takich możliwości, a wybór sprowadzał się do snutych przez całe dzieciństwo wizji rodziców. Próbujemy, smakujemy i to lepsze niż trwanie w odrętwieniu, w miejscach, których nie lubimy. Cechuje nas elastyczność i dostosowywanie się do nowych warunków.

Wracając jednak do filmu. To co w nim uderza, to świetne aktorstwo. Magdalena Berus, nie dość, że świetnie odegrała rolę Karoliny, tworząc postać nie tylko irytującą, ale i fascynującą od pierwszej chwili, to na dodatek wykazała się nie lada odwagą. Mnóstwo nagich scen, do tego mocno erotycznych – podziwiam za to, że wypadła tak bardzo naturalnie, bez strachu przed oceną publiczności. Łukasz Simlat, grający chłopaka Karoliny – to kolejny strzał w dziesiątkę. Zakochany bez tchu, oddany i znoszący wybryki Karoliny, poddający się jej szaleństwu. Byleby z nią trwać. Równie świetna rola, co Magdaleny. Danuta Stenka pokazuje się ledwie kilka razy, ale oczywiście trzymając cały czas swój wysoki poziom aktorski.

Film wzbudza kontrowersje. Zastanawiam się dlaczego? Nie bez przyczyny przywołuję „Californication”, w którym to mamy bardzo podobną historię. Podobną ilość seksu. A serial cieszył się ogromną popularnością. Chciałoby się rzec, że Karolina to taki Hank Moody, tylko niedostosowany do polskich warunków, niepasujący do etykietek. Zastanawiam się, czy gdyby główym bohaterem był pisarz mężczyzna, odbiór byłby ten sam? Czy widzowie byliby mniej zniesmaczeni? „Szatan kazał tańczyć” to taka próba zmierzenia się w nowym postrzeganiem kobiety – wyzwolonej, która sama wyznacza sobie granice (bądź co bądź podobnych do granic wielu mężczyzn), która już odniosła sukces i może pozwolić sobie na szaleństwo. Która nie boi się swojej seksualności, akceptuje swoje ciało i nie daje się złapać w znane schematy.

Czy polecam film „Szatan kazał tańczyć”?

Tak. Pod warunkiem, że nie boicie się eksperymentów, nawet jeśli w ostatecznym rozrachunku okażą się nie do końca trafione.

Tak. Jeśli nie boicie się nagości i seksu. Dużo nagości i seksu.

Tak. Jeśli chcecie przypomnieć sobie, jak to jest żyć z dnia na dzień, od jednej chwili do drugiej.

Tak. Jeśli chcecie zobaczyć historię kobiety, która sama wyznacza sobie granice. Co z tego, że seksualne.

Podobał ci się artykuł?

Chcesz być na bieżąco z wydarzeniami kulturalnymi, recenzjami i innymi wpisami?

Zapisz się na newsletter


Tytuł: Szatan kazał tańczyć

Data premiery: 2017-03-10
Ocena: 5 /10