50 na 50 – tak się nie da. Czyli recenzja „Cichej Nocy”

 Grudzień 13, 2017

Gdybyś miała okazję stanąć z boku i przyjrzeć się jak wyglądała lub wygląda u Ciebie Wigilia, jakbyś ją opisała?

Czy jest to czas pojednania? Radości? Wyczekiwania? Rozpakowywania prezentów, śpiewania kolęd, dzielenia się opłatkiem?


0

Czy może wręcz przeciwnie, nerwowej atmosfery od samego rana, wybuchających konfliktów, narastających spraw niezałatwionych przez cały rok? Czy to kolejne święta przy lejącej się wódce, przegryzkach i dogryzkach najbliższych?

Jakakolwiek wersja dotyczy Ciebie, być może pocieszy Cię fakt, że może być… jeszcze gorzej. Bo „Cicha noc” to kumulacja wszystkiego, co mogłoby zebrać się w każdym polskim domu. Każda przewina, każda potrzeba, każda bolączka naszego społeczeństwa.

Do domu na głębokiej wsi, gdzie kury ulicami chadzają, zjawia się syn marnotrawny, co powrócił z wielkiego świata. Wielkiego, bo przecież z Zachodu, gdzie Polacy wszelkiej maści ruszają w poszukiwaniu swego własnego Graala. Oczekiwalibyśmy szczęścia, uścisków, łez wzruszenia. I co prawda i ich nie brakuje, lecz największą radość pokazuje najmłodsza siostra głównego bohatera, a reszta… Zaczyna się dziać, bo stosunki rodzinne, jak to w większych rodzinach bywa są dość skomplikowane. A by je zrozumieć należałoby poznać tę zwykłą, polską rodzinę, którą wziął pod lupę reżyser Piotr Domalewski.

Już w pierwszej scenie pojawia się Adam, który kręci swój powrót do Polski. Nagrywa wszystko, by jego przyszłe dziecko wiedziało o nim jak najwięcej. I o ojczyźnie rodziców. To on zresztą będzie sprawcą niezłego zamieszania.

Dalej Asia, dziewczyna/narzeczona Adama, do której chłopak miał przyjechać w pierwszej kolejności. Ten jednak z niewiadomych przyczyn okłamuje ciężarną kobietę i sam udaje się do rodziny na Wigilię. A dziewczyna dzwoni, dzwoni i do ukochanego dodzwonić się nie może.

Brat Paweł, speszony, zakompleksiony, czujący się gorszy i nieco odepchnięty przez rodziców. Z niewiadomych przyczyn uciekł z Holandii do Polski, a ponadto unika rozmów z Adamem.

Matka Adama, imię jej chyba nie padło, martwiąca się o losy rodziny, kłótnię synów i alkohol poukrywany po kątach. Marzy o chociaż jednej spokojnej Wigilii w rodzinnej atmosferze.

Ojciec Adama, alkoholik, nie pijący od dwóch miesięcy. Niemal całe swoje życie spędził w rozjazdach. Zagranica – Polska, czyli typowe życie emigranta, co rodziny nie sprowadził do nowego kraju.

Jest jeszcze Jolka, siostra Adama, która to przyjeżdża ze swym mężem. W małżeństwie buzuje i czuć niemal od samego początku, że coś się święci.

A, i dziadek. Pijak. Od kiedy wnuczki pamiętają.

Teoretycznie nie wygląda to tak źle, dopóki rodzina nie zacznie rozmawiać, układać, wyżalać się w rękaw. Dopóki niezałatwione do tej pory sprawy, zaczną domagać się rozwiązania. Piotr Domalewski namieszał tak, by Adam zetknął się z każdą postacią i na każdą z nich miał wpływ. Jakikolwiek. Zresztą. Adam nie wraca do Polski bezinteresownie. Chce zmienić swoją przyszłość i uniknąć błędów swojego ojca, którego nie widział przez całe swoje dzieciństwo. A przecież to pierwszy krok, by rodzina rozpadła się z hukiem. Do tego dochodzą pieniądze, majątek rodzinny i Bóg wie co jeszcze. Niespodzianek i min ustawionych z myślą o bohaterze zostało pozostawionych wiele. Stanowią one jednak doskonały pretekst do tego, by porozmawiać.

  • O rodzinie.
  • O konfliktach.
  • O emigracji.
  • O emocjach, które głęboko w sobie skrywamy.

Mówią, że „Cicha noc” to szkoła Smarzowskiego. Na całe szczęście Piotr Domalewski idzie własną drogą, choć oczywiście inspiracje można odnaleźć. Jak choćby prowadzenie kamery. Jest też Jakubik, który w filmach Smarzowskiego pojawiał się niejednokrotnie. Tym razem jednak całe show kradnie Dawid Ogrodnik, który z każdym kolejnym filmem udowadnia, że talent aktorski to on ma. Jak wchodzi w postać, to całym sobą. W Adamie odnalazł się bez trudu, tworząc bardzo wyrazistego bohatera, którego losy śledzimy z zapartym tchem. A przecież… tak naprawdę nie oglądamy nic niezwykłego. Nie ma tu żadnych zwrotów akcji, które zatrząsnęłyby posadzką w kinie. Jest za to dynamika, naturalność i… prawdziwość. Bo przecież mieszkając na wsi i nawet będąc w wigilijnym już stroju, nie założysz eleganckich butów, gdy wychodzisz na podwórko pełne błota. Do takich zadań najlepsze są gumiaki do kolan. Nikt tu nie udaje wielkiego świata, nie podkłada pod choinkę drogich, luksusowych prezentów, a dzieci wcale nie tak chętnie pomagają w przygotowaniach do wigilijnej kolacji. Kevin sam w domu jest w końcu ważniejszy i jakby nie patrzeć stanowi już tradycyjny, świąteczny dodatek. Ucieczka po lesie, naprawa samochodu, rozmowy ojca z synem.

Mówią, że święta są przereklamowane. Że obecnie to jedynie samonapędzająca się maszynka do robienia pieniędzy. Te wszystkie instagramowe zdjęcia, polecane prezenty, pieczołowicie pieczone pierniki i ozdoby DIY. Czy to źle? Jak najbardziej nie! Choć moje święta, które pamiętam z dzieciństwa bliższe są tych z „Cichej nocy”, sama ten stan rzeczy tak bardzo chcę zmienić obecnie.

Tyle że „Cicha noc” przypomina, co jest najważniejsze, piętnując z gracją, to od czego tak bardzo chcemy uciec. Piotr Domalewski robi totalną rozróbę, wyciągając wiele problemów jednocześnie, lecz tym samym sprawia, że owa rodzina staje się nam bardzo bliska.

Polecam. Bo te 1,5 h mija, a Ty nawet nie wiesz kiedy.

P.S. Jeden z pierwszych polskich filmów współczesnych, gdzie nie miałam problemu z dialogami. Zrozumiałam je wszystkie, a przecież nie raz i nie dwa marzyły mi się polskie napisy na polskim filmie…

 

 

 

[mc4wp_form id="3412"]

Tytuł: Cicha Noc

Data premiery: 2017-11-24
Ocena: 8 /10