I widłami go w żebra! Recenzja „Sprawiedliwie”, Władysław Reymont

  1 stycznia, 2017

Jak wskazują badacze literatury, „Sprawiedliwie” stanowi przedpracę „Chłopów”. Najprawdopodobniej tak jest, ale (i tu następuje chwila wstydliwych zwierzeń), powieści uhonorowanej literacką Nagrodą Nobla nie czytałam. Żadnej części. Co jeszcze gorzej o mnie świadczy, to fakt, że nie przyłożyłam się nawet do streszczenia, tak mi nie leżała historia stworzona przez Reymonta. Nic z niej nie pamiętam, prócz tego, że była podzielona na cztery części nazwane porami roku.

„Sprawiedliwie” jest więc moim pierwszym, pełnym zetknięciem z prozą Władysława Reymonta. Pełnym, tzn. że przeczytałam ją od początku do końca, w międzyczasie nie usypiając nad poszczególnymi fragmentami. Opowiadanie liczy ledwie 80 stron. Przebrnęłam przez nie zaskakująco szybko (a wcale nie było to takie oczywiste przy moim „uwielbieniu” do opisów przyrody) i już wiem, że… nie było tak źle. Co prawda, to nie powieść płaszcza i szpady ani „Hrabia Monte Christo”, który to został niesłusznie osadzony w więzieniu. Lecz i miłość jest, i zazdrość, i zemsta. Jest i więzienie i ucieczka. Wszystko więc, co mogłoby podnieść atrakcyjność tej króciutkiej lektury.

Opowiadanie skupia się na Jasiu Winciorku i „zbrodni”, której się dopuścił. Gdy rządca dobierał się do jego narzeczonej Nastki, on w furii i obronie honoru swej damy, dźgnął mężczyznę widłami. Teoretycznie nic wielkiego się nie stało – każdy przeżył, ma się dobrze. Lecz jak to czasem bywa w życiu, ukarany zostaje nie ten co trzeba. W tym przypadku nasz Jasio. Nie dość, że został uznany za winnego, to jeszcze posłano go do więzienia na dwa lata.

Utwór zaczyna się jednak nie od opisu popełnionego przestępstwa, a ucieczki Jasia z więzienia, a raczej chwili po, gdy głodny i zziębnięty zaszywa się w karczmie. I tak pomiędzy wierszami, od Jasia i jego matki, powoli dowiadujemy się o niesprawiedliwości, jaka spotkała rodzinę. Reymont jednak nie skupił się aż tak na portretach bohaterów, co na samych problemach wsi ze schyłku XIX wieku.

Emigracja Polaków do… Brazylii

 Gdy Jasio Winciorek ukrywa się w karczmie dowiadujemy się o masowych wyjazdach ludności polskiej do Brazylii. Tam ma czekać na Polaków lepsze życie, pełne dostatku i szczęścia. Każdy z nich ma otrzymać na własność ziemię, bezpieczeństwo i spokój. Dla każdego chętnego rząd brazylijski przygotował jeszcze jeden bonus: darmowy przejazd1, choć akurat sam Reymont o tym nie wspomina. W latach 1890-91 do państwa z Ameryki Południowej przybyło około 80 tysięcy ludzi, choć część z nich wróciła ponownie do kraju bądź też zmarła w czasie drogi. Był to tzw. okres gorączki brazylijskiej, choć nie tylko ludność polska skusiła się na warunki proponowane przez rząd, ale także obywatele innych krajów europejskich.

Była to perspektywa niezwykle kusząca. Tym bardziej, że prześladowano Polaków biorących udział w powstaniach jak i próbowano ich wcielić do wojska. Jednak w przypadku naszego bohatera nie to miało znaczenie. Wyjazd z Polski umożliwiłby rodzinie świeży start. Pozwoliłby uwolnić się od ciążących zarzutów. I tym samym ponownie cieszyć się wzajemną obecnością. Władysław Reymont w „Sprawiedliwie” tylko nakreśla narastający problem emigracyjny. Pokazuje też rozbieżne stanowiska, choćby księdza, który z ambony nawoływał do pozostania kraju, jak i wójta, który nie widział nic złego w wyjazdach Polaków. Być może dlatego, że sam wietrzył w tym interes. Jak w przypadku matki Jaśka – zamierzał od niej kupić ziemię i to w bardzo korzystnej dla siebie cenie.

Jasiek wraz z matką postanawiają ostatecznie uciekać. Gdy jednak wszystko staje się realne, buta i zadziorność chłopaka mogą wszystko udaremnić. Pomimo to matka organizuje pieniądze, leczy syna, by ten jak najszybciej wyzdrowiał, przygotowuje się skrupulatnie do wyjazdu. Czy jednak uda im się wyjechać? Czy przestępstwo Jaśka pójdzie w zapomnienie?

Wieś (nie)sprawiedliwa

 Poszłoby, gdyby nie… zachowanie samego Jaśka. Reymont odmalowuje wieś dość ogólnie, skupiając się bardziej na działaniu zbiorowości niż poszczególnych jednostek. Tak naprawdę mieszkańcy wsi stanowią tło, które zachowuje się dość przewidywalnie. Widać to mocno, gdy Jaś wraca do rodzinnego domu. Wystarczy jedno słowo puszczone w „świat” przez odpowiednią osobę, by współczucie i wybaczenie ludzi zamienić w wściekłość i nienawiść. Jak w jednej chwili można zszargać dobre imię. Choć oczywiście w tym przypadku i Jasiek nie pozostaje bez winy. Pewność siebie zgubiła nie tylko jego samego, ale także matkę.

Reymont dość schematycznie pokazuje poszczególne role, nierówności, jakie występowały pomiędzy poszczególnymi „klasami”. Mamy więc i chłopów, i osoby bez dachu nad głową zależne od gospodyni, „uduchowionego” dziada, rządcę czy w końcu rodzinę dziedzica. Tyle że sam dziedzic niewiele interesował się sprawami wsi. Nie interweniował w powstające konflikty, zamknięty nieco w swojej bańce.

Jest taka jedna scena, gdy matka Jaśka przychodzi do dziedzica z prośbą o odkupienie ziemi. Cała we łzach, klęcząc przed „potężniejszymi” od siebie, porusza dziedzica swoją historią na tyle, by ten zgodził się odkupić ziemię. Dziedziczka natomiast skupia się na scenie, w której to widzi „chłopską Niobe”. Biegnie po aparat, by zdążyć zrobić zdjęcie. Czytając ten fragment, pojawiły mi się przed oczami obrazki pseudo wolontariuszy jadących do krajów afrykańskich. I oni, teoretycznie pomagają, ale jeszcze bardziej lansują się w mediach społecznościowych i cieszą się przygodą. Bogatszy staje przed biedniejszym i zapomina o powodach, dla których zgodził się na taką wyprawę.

Wróćmy jednak do samego opowiadania. Najważniejszą niesprawiedliwością ukazaną przez Reymonta, jest rzecz jasna, sama kara dla Jaśka. Nieadekwatna do popełnionego przestępstwa. Stoi za tym pozycja i pieniądze. Jasiek, chcąc bronić swą narzeczoną przed gwałtem, staje się ofiarą wymiaru sprawiedliwości.

Reymont i przyroda

To, co nigdy mi nie leżało w powieściach choćby Orzeszkowej, to nadmierne opis przyrody. „Nad Niemnem” nie mogłam przebrnąć przez pierwszą stronę. Zaczynałam ją kilka razy, wciąż potykając się o nieszczęsny wstęp. Władysław Reymont też nie szczędzi ich czytelnikowi. Ale jak to pięknie robi! (i na pewno ja już dorosłam do takiej prozy). Każdy opis przyrody nie jest tylko zapełniaczem kolejnych stron czy próbą odmalowania otoczenia, by czytelnik mógł odnaleźć się w opisywanej rzeczywistości. Każdy opis odzwierciedla zmieniające się uczucia, nastroje, a także sam stan zdrowia bohatera. Czasem zwiastuje nadchodzącą tragedię, a czasem i szczęście. Po raz pierwszy zaczęłam dostrzegać zalety takiej prozy – tylko pytanie, czy podobny zachwyt znajdę u Orzeszkowej (tak dawno jej nie czytałam!).

Jednak to, co obecnie uważam za zaletę, równie dobrze możemy zaliczyć na poczet wad. W końcu, samo opowiadanie się wydłuża, a nie każdy ma tyle cierpliwości, by zachwycać się budowaniem nastroju przez opisy przyrody. Tym bardziej, że w przypadku „Sprawiedliwie” sama historia wydaje się być za bardzo rozwleczona w czasie, co nieco przynudzając czytelnika. Nie ma tej iskry (znów!), która sprawiłaby, że podczas pościgu (a on jest i to nawet dwa razy!) poczulibyśmy szybsze bicie serca.

Zbyt dużo chciał powiedzieć Reymont na tej niewielkiej liczbie stron. Stąd też krótką historię podwójnej ucieczki rozwlekł zbyt mocno. I rzeczywiście, bardziej to przypomina szkic powieściowy (jak zresztą zostało to nazwane) niż pełnokrwiste opowiadanie czy nowelę. Zabrakło mi tych emocji, które towarzyszyły mi przy kilkustronicowej nowelce „Janko Muzykant” Sienkiewicza. A przecież obie kończą się źle dla głównych bohaterów. I tu powinno przynajmniej zrobić się przykro. A tak się nie stało.

Bibliografia:
1.http://www.kurytyba.msz.gov.pl/pl/polonia_w_brazylii/polonia_w_brazyli/

„Sprawiedliwie” Władysława Reymonta przeczytasz za darmo i legalnie na portalu wolnelektury.pl

[mc4wp_form id="3412"]
Sprawiedliwie

Tytuł: Sprawiedliwie

Data premiery: 2017
Ocena: 5 /10
Wpis powstał w ramach tematu: Sprawiedliwość i prawotemat-grudzien-sprawiedliwosc