„Kobro. Skok w przestrzeń”, Małgorzata Czyńska – recenzja

 Maj 1, 2016

Mała dziewczynka, może 5-letnia siedzi w kuchni i chowa się pod stołem. To znów przyszedł tata. Znów krzyczy. Znów wymachuje szczudłami. Znów trafia mamę.

Dorosła kobieta. Lata 80. Zaczyna wracać do czasów dzieciństwa. Już nie chce odgradzać się od przeszłości. Od tej chwili pozwala jej wkraczać do swojego teraźniejszego życia. Już chce pamiętać. Już chce się dzielić. Podziwia ojca, podziwia matkę. Próbuje zrozumieć ich oboje. Są dla niej zagadką, którą próbuje rozwiązać. To Nika Strzemińka, jako dziecko uczestnicząca w spektaklu grozy i nienawiści zgotowanym przez rodziców; jako dorosła kobieta, odnosząca sukcesy jako psychiatra.


8

To jednak nie ona jest bohaterką dzisiejszej recenzji, choć to właśnie jej wspomnienia stanowią dla badaczy dziejów Katarzyny Kobro punkt wyjścia. Są też często jedynym źródłem informacji, gdyż o słynnej rzeźbiarce zachowało się niewiele dokumentów. Jest mityczny, szary, 16-kartkowy zeszyt z zapiskami Kobro. Są wspomnienia Niki i listy Strzemińskiego. Są też artykuły napisane przez samą artystkę jak i katalogi towarzyszące wystawom. Do tego możemy dodać dorobek, który w większości został zniszczony w czasie II Wojny Światowej… Z tych wszystkich pozostawionych śladów, trudno ułożyć pełny portret kobiety, która odcisnęła piętno na współczesnej rzeźbie, stała się inspiracją, a jednocześnie jedną z najwybitniejszych, polskich artystek. Trudno odtworzyć jej życie, gdyż przeszłość robi wszystko, by zostać wymazaną.

Tego trudnego zadania podjęła się Małgorzata Czyńska. Czy jednak jej się udało? I tak, i nie. Rzeczywiście sam początek dziejów artystki wydaje się być najlepiej zbadany. Im jednak dalej w las, tym coraz częściej patrzymy na artystkę przez pryzmat Władysława Strzemińskiego bądź wspomnień Niki. A jest to pryzmat bardzo emocjonalny, często (ze strony męża) nacechowany negatywnie, wypełniony nienawiścią i żalem za nieuchwytnymi wartościami. Poznajemy artystkę, jednak jest to portret, który można było już zobaczyć wielokrotnie. Samej Kobro jest tu niewiele. Niewiele wspomnień, niewiele jej myśli. Za nią przemawia sztuka innych artystów, którzy tworzyli w tym samym okresie, czas, w jaki jej przyszło żyć, czy sam Strzemiński, którego zachowanie mogło doprowadzić Kobro na skraj wycieńczenia psychicznego.

Książka „Kobro. Skok w przestrzeń”, to zebranie tego, co już wiemy (przede wszystkim ze wspomnień córki) i osadzenie tego w realiach najpierw dwudziestolecia międzywojennego, później już czasów powojennych. Czyńska przefiltrowała również informacje zawarte w książce Niki, gdyż jak wynika ze wspomnień córki łódzkich sąsiadów Strzemińskich (Anny Wegner), w niektórych miejscach mijała się z prawdą. Zebrała również artykuły napisane przez Katarzynę Kobro, a przedstawione w biografii fragmenty pozwalają spojrzeć na świat sztuki oczami artystki. Jednak są to materiały ogólnodostępne (prócz nieopublikowanego nigdy tekstu Anny Wegner), które z pewnością zostały dobrze poznane przez miłośników sztuki Kobro.

Czy jednak warto sięgać po biografię? Zdecydowanie tak. Bo choć zyskujemy bardziej portret pewnej epoki i narodzin sztuki współczesnej w Polsce, to dla osób zupełnie niezorientowanych, książka „Kobro. Skok w przestrzeń” jest idealną okazją do poznania, nawet pobieżnie, życiorysu artystki. Biografia jest napisana bardzo lekko. Z przyjemnością przekręca się kolejne strony i z rumieńcami na twarzy poznaje dzieje rodziny Strzemińskich. Warto przeczytać książkę jeszcze z jednego powodu – już niedługo (niestety, jak na razie data premiery nie jest znana) na ekrany polskich kin wchodzi film „Powidoki” w reżyserii Andrzeja Wajdy. Zastanawiam się, jaki końcowy materiał otrzyma widz i czy portret Strzemińskiego zostanie nakreślony nie tylko z perspektywy wybitnego malarza, walczącego i wyklętego przez system, ale także człowieka, który wiele zawdzięcza swojej żonie, a którą po wojnie niekoniecznie traktował z należytym jej szacunkiem i miłością. Co z tego wyjdzie? Mam tylko nadzieję, że nie pomnik, a portret pełnokrwistego człowieka. I że sylwetka samej Katarzyny Kobro zostanie wyraźnie nakreślona. Stąd też mój apel, by przed premierą filmu, zdążyć przeczytać biografię przygotowaną przez Małgorzatę Czyńską. Aby mieć pełen obraz i wiedzieć, jaką rolę odegrała w życiu Strzemińskiego. A od razu zaznaczam, że niemałą. Nie tylko w życiu osobistym, ale także artystycznym.

Z biografii Czyńskiej wyłania się portret kobiety silnej, ale i sponiewieranej przez los, a przede wszystkim przez męża. Nie mogącej znaleźć swojego miejsca i nie do końca radzącej sobie ze swoją tożsamością. Niby była Rosjanką, choć nazwisko wskazuje na niemieckie korzenie. Niby nie była Polką, a jednak to właśnie z Polską związała swoje życie. Być może gdyby nie wojna, Katarzyna Kobro i Władysław Strzemiński tworzyliby nadal parę, która w życiu artystycznym wspaniale się uzupełniała i dopełniała. To oni wprowadzili do Łodzi sztukę współczesną i to oni RAZEM zawzięcie walczyli z zamkniętymi na inne postrzeganie sztuki biurokratami. Ale i innymi artystami. To oni przygotowali program nauczania dla szkół plastycznych. A przede wszystkim to właśnie Kobro spojrzała na rzeźbę, w sposób jaki jeszcze nikt nie patrzył. Dla niej rzeźba miała funkcjonować w przestrzeni, to ona miała się w tą przestrzeń wpisywać i przenikać. Nie mogła natomiast znieść myśli, że nadal na salonach króluje rzeźba odtwarzająca rzeczywistość, zamknięta i wychwalająca portretowanego.

Co to za artysta, który tylko odtwarza, a nie tworzy?

Być może kiedyś będzie nam dane poznać Katarzynę Kobro jeszcze bliżej. Jednak wszystko wskazuje na to, że autorka biografii wyczerpała wszystkie dostępne materiały, a nam pozostało tylko podziwiać rzeźby, które się zachowały (jest ich zaledwie kilka!). W wolnej chwili zagłębcie się w biografię Kobro, gdy będziecie w Łodzi zajrzyjcie do Muzeum Sztuki (na terenie Manufaktury), a być może odwiedzicie także grób artystki?

A ja w międzyczasie przygotowuję dla Was tekst dotyczący życia Kobro i Strzemińskiego, historii ich miłości i nienawiści. Także bądźcie czujni! Bo kultura jest blisko Was.

Za książkę dziękuję Galerii Socato, która nie tak dawno organizowała wystawę dwóch artystek, które inspirowały się Katarzyną Kobro, jak i Wydawnictwu Czarne, które wydało biografię artystki.

kobro

Tytuł: Kobro. Skok w przestrzeń
Autor: Małgorzata Czyńska
Wydawnictwo: Czarne

 

 

 

 

Podobał ci się artykuł?

Chcesz być na bieżąco z wydarzeniami kulturalnymi, recenzjami i innymi wpisami?

Zapisz się na newsletter