Listy do żony. 1932-1935, Stanisław Ignacy Witkiewicz – recenzja

 Kwiecień 11, 2016

Zaglądasz właśnie do telefonu męża. MMS od nieznajomej. Bluzka podciągnięta. Pod spodem podpis: „Specjalnie dla Ciebie kotku. Czekam dziś wieczorem”. Już wiesz. Zresztą zawsze wiedziałaś. Nie pierwsza i nie ostatnia zdrada, której doświadczasz. A minął zaledwie rok od ślubu! Czas działać. Nie dasz się więcej poniżać i obrażać. Zabierasz rzeczy i wyprowadzasz się. Jak najdalej od niego.


0

On wie. Wie, że Cię rani. Kocha Cię jednak i nie potrafi odejść. Jednak namiętność, która opanowuje jego członki jest większa niż miłość, którą potrafi Ci dać. Próbował. Minął miesiąc, potem drugi. W trzecim spotkał ją na ulicy. Jednoznaczna wymiana spojrzeń, szybka randka na kawę. Stało się. A potem już poleciało. Przepraszał Cię, błagał o wybaczenie. Nic z tego.

Znasz to, prawda? Niekoniecznie z autopsji. Może z filmu, może z historii znajomego. A teraz poznasz ją ze zbioru „Listy do żony. 1932-1935” w wykonaniu Witkacego. W tym tomie, już trzecim, poznasz nowe oblicze małżeństwa. Poznasz słowo wybaczenie i nową definicję związku. Poznasz skutki zdrady, a jednocześnie odnajdziesz w niej prawdziwą, uzależniającą przyjaźń, która umożliwiła trwać dalej, w wydawałoby się toksycznym małżeństwie.

Szara codzienność detali

On sra trzy razy dziennie. I nie zmienia gaci i koszuli, nawet przez tydzień. Tak pisze. Do Niny. Do Jadwigi. Do ukochanej Żony mieszkającej kilkaset kilometrów od niego. W międzyczasie żali się na swoją kochankę, Czesię, bez której nie wyobraża sobie życia. Jest bezpośredni, ale wie, że tylko swej Żonie, z którą udało mu się naprawić stosunki, może powierzyć najdrobniejsze detale ze swojego życia. Ona też nie musi się krępować. Stąd też opowiada mu o trójkącie, w którym się znalazła. O ukochanych, którzy pojawiają się i znikają z jej życia. Tylko on jest stały. Ze swoją przyjaźnią. Ze swoją troską. Choć indywidualista, choć zdradziecka świnia, to zawsze lojalny i obecny w jej życiu. Zresztą, pomimo rozstania, a raczej separacji, Witkacy dba o Jadwigę jak tylko może. Wysyła jej zarobione pieniądze, zawsze pytając, czy nie potrzeba jej floty.

Najdroższa Nineczko: B. dziękuję Ci za list, ale mi przykro niezmiernie, że taka jesteś osłabiona. Nie odmawiaj sobie w żarciu i piciu, bo przecież „urobię sobie ręce po łokcie” i zedrę z nich skórę, aby Ci jak najwięcej floty dostarczyć. [List z 2 maja 1933, str 115]

Jednak finansowa „sielanka” Jadwigi nie potrwa zbyt długo, gdyż Witkacy widzi nadchodzące problemy:

Nędza idzie. Proszę Cię zupełnie serio – szukaj posady. Bądź co bądź 10 lat życia Ci (beztroskiego) zapewniłem, ale teraz za nic nie ręczę [List z 8 lutego 1933]

Oczywiście, Witkacy nigdy nie zaprzestaje wysyłać pieniędzy Jadwidze, ale dzięki jego utyskiwaniom, Żona znajduje pracę i w pewien sposób uniezależnia się od Męża. W zamieszczonych listach, a więc aż do 1935 roku, jeszcze nie raz powróci problem floty i biedy, która zaglądała do Witkacego. Opisuje kiepskie obstalunki za niewysokie sumy, dłużników, którzy zwlekają z zapłatą. W tym okresie Witkacy rusza także na poszukiwania nowych klientów.

Wyrabianie nowych zbynków rytu jest konieczne wobec wysychania pierwotnych (…). [List z 6 VI 1933]

Witkacy pojawi się więc i w Katowicach, i Krakowie, nieraz w Warszawie (odwiedzając tym samym Jadwigę) czy Ludwikowie. Prowadzi Firmę Portretową, ale i szaleńczo pisze. Własne utwory oraz artykuły do gazet, w których polemizuje ze znanymi osobistościami. Przez kolejne lata śledzimy więc jego postępy nad „główniakiem”, czyli pracą życia „Pojęcia i twierdzenia implikowane przez pojęcie Istnienia”. Ale nie tylko. Pojawiają się wzmianki o powieści „Jedyne wyjście” czy dramacie „Szewcy”. W tym „szallleńczym” wirze pracy tkwi Jadwiga, która załatwia sprawy Witkacego w stolicy, przepisuje, robi korektę, tłumaczy, poprawia. Wysyła, przechowuje, pakuje w albumy pamiątkowe.

Współczesny Witkacy

Mówi się, że dzisiaj ludzie są niecierpliwi. Że mając telefony przy sobie, chcemy uwiązać drugą osobę na smyczy. Dać Witkacemu taką broń – to dopiero Jadwiga nie nadążyłaby z odpisywaniem na SMS-y. Witkacy codziennie pisze do Żony. Nawet jeśli nie ma nic do napisania. Zdarzają mu się przerwy w nadawaniu, są one jednak krótkie (maksymalnie dwa, trzy dni). Pomijam tu przerwy związane z ich wyjazdami i urlopami, które spędzali razem. Sam wymaga, by Jadwiga opisywała swe życie w detalach, a nie pobieżnie, jak to zdarzało jej się czynić.

Proszę Cię nie zniechęcać się i dużo i detal[icznie] pisać. [List z 28 sierpnia 1933]

Witkacy odnalazłby się w naszej rzeczywistości. Nie dość, że sam pisał o wszystkim i często, to jeszcze wielokrotnie posługiwał się nie tylko neologizmami, ale i skrótami. Wynikało to z ograniczonej powierzchni, na której mógł pisać, ale czyż to samo nie tyczy się SMS-ów? Tym bardziej, że jego listy charakteryzuje dynamizm. Jakby wciąż pisał w pośpiechu. Wiecznie zapracowany, wiecznie zajęty, a przy tym zawsze znajdujący chwilę na skreślenie choćby jednego zdania Jadwidze. Szybko załapałby te wszystkie LOLe i inne takie.

 

Jadwiga Witkiewiczowa
Z Kolekcji Stefana Okołowicza

 

Relacja Witkacego i „Najdroższej Ninki” staje się w tym okresie wyjątkowa. Choć nadal są małżeństwem, każde z nich próbuje ułożyć sobie życie z kimś innym. Choć mieszkają osobno, wiedzą o sobie wszystko. Stają się prawdziwymi przyjaciółmi, którzy tęsknią za swoją obecnością i nie potrafią bez siebie żyć. Z pewnością nadal się kochają, co zresztą wielokrotnie podkreśla Witkacy w swoich listach. Im później, tym coraz więcej zapewnień o miłości się pojawia. Wiedzą jednak, że nie mają szans na zwykłą miłość.

To jest naprawdę dziwne, bo ja Ciebie naprawdę jedynie kocham, ale też cenię w Tobie charakter, który się wyrobił w pożyciu ze mną do wielkiej doskonałości. [List z 19 lipca 1934]

NP i Nπ

Listy Witkacego do Jadwigi są charakterystyczne nie tylko z powodu stylu (bardzo skrótowego i dynamicznego) czy intymnych szczegółów, ale także pewnych oznaczeń, które się pojawiają. I tak Witkacy uruchamia licznik odmierzający okresy niepalenia i niepicia. Z tym drugim szło mu dość opornie, gdyż nawet po dłuższych okresach abstynencji powracał do nałogu. W końcu:

Góry nieautentyczne. Wypiłem trochu pyfka na Hali i trochu przeszło. Tylko na wyc[ieczkach] będę pił pywo – przysięgam. Ale bez piwa na wyc[ieczce] na NP kompl[etnie] nie można. Lepiej nie iść. [List z 12 sierpnia 1933]

Skądś to znamy, prawda? Witkacy nie sięga tylko do alkoholu, ale i narkotyków. W końcu lepsze bohomazy wychodzą. Kiedy nie będzie ich malował, to i pokusa na sięganie po wspomagacze zniknie (jak pisze w jednym z listów do Jadwigi).

 

Tom, który otrzymuje czytelnik, to świadectwo miłości. Innej niż wszystkie te, które znamy z powieści, romansów, komedii romantycznych. Za to autentycznej i wypracowanej przez lata. Pełnej przyjaźni i wyrozumiałości. Tom listów to także możliwość poznania Witkacego bez zasłony dymnej. Bez zbędnych słów. Bez próby ukrywania swoich niedoskonałości. Zdrowotnych, pisarskich, malarskich, emocjonalnych. Dostajemy go na tacy, jednocześnie mając możliwość zrozumienia, choć po części, jego twórczości i kierunków jakie obrał podczas swojej artystycznej drogi. To także doskonałe źródło informacji o dwudziestoleciu międzywojennym i ogrom pracy włożonej przez Janusza Deglera, który niemal każdy list opatrzył przypisami. By czytelnik nie zgubił się w gąszczu postaci, prac, artykułów i niezrozumiałych sformułowań. O trudzie, jaki został włożony w przygotowanie kolejnego tomu listów niech świadczy ilość przypisów – w ponad 600 stronicowej książce, połowa to listy, a połowa przypisy. I do tego jeszcze otrzymujemy portrety namalowane przez Witkacego i skany listów. Dzięki temu śledzimy jego twórczość i osoby, które w jakiś sposób wpłynęły na jego życie. Tak więc czytajcie! Czytajcie! Czytajcie! Niech Witkacy nie będzie taki straszny, jak go malują.

I na sam koniec pamiętajcie: jeśli kiedykolwiek będziecie zamawiać portret u artysty, nie płaćcie mu za mało (np. 20 zł), gdyż może zdarzyć się, że przeczytacie gdzieś takie słowa:

„(…) To straszne robić taką mordę. To duża przykrość, duża Od rana robić stróża, Za tak nędzny zysk zgłębiać ten przykry pysk” [List z 28 maja 1933]

Listy do żony t3 (1)

Tytuł: Listy do żony. 1932 – 1935
Autor: Stanisław Ignacy Witkiewicz
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy

Za egzemplarz recenzyjny dziękuję wydawnictwu PIW!

Podobał ci się artykuł?

Chcesz być na bieżąco z wydarzeniami kulturalnymi, recenzjami i innymi wpisami?

Zapisz się na newsletter