Jak Koreańczycy emigrują do Meksyku – recenzja książki „Czarny kwiat”

  Listopad 15, 2015

Emigracja to temat rzeka, który pochłania dziennikarzy, reporterów oraz pisarzy. Mnóstwo analiz i próby rozwikłania problemu. Próby zbadania emocji emigrantów. Wyprowadzając się z własnego kraju, każdy z nas kieruje się innymi pobudkami. Jedno jest jednak pewne: większość z nas, wybiera państwa, które zapewniają lepszy byt niż miejsce, w którym się urodziliśmy i wychowaliśmy. Dla jednych priorytetem będzie poprawa sytuacji ekonomicznej, dla innych ucieczka przed terrorem i prześladowaniami.


2

Kiedy myślicie o emigracji, jakie kraje przychodzą Wam do głowy? Gdzie byście pojechali? Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, może Niemcy. Niektórzy decydują się na zimniejsze rejony jak kraje skandynawskie, a inni wręcz przeciwnie, uciekają do Australii. A co powiecie na Meksyk?

Pierwsze skojarzenie – Meksyk, mekka przestępców. Pod tym względem kraj ten rzeczywiście może wydawać się atrakcyjny. Ale dla zwykłego zjadacza chleba, który poszukuje lepszych warunków? Nie, zdecydowanie nie. Jednak nie dla każdego. Wyobraźcie sobie pewną grupę zdesperowanych Koreańczyków, którzy uwierzyli, że Meksyk będzie ich nowym rajem na ziemi.

Wróćmy jednak do początku XX wieku, gdy Korea nie była podzielona na część Południową i Północną. Co więcej, była cesarstwem, choć wciąż uwikłanym w powiązania z innymi państwami, próbującymi oddziaływać na politykę kraju. Najpierw były Chiny, jednak słabość Państwa Środka wykorzystała Japonia, która ostatecznie przejęła kontrolę nad Koreą. Znaleźli się śmiałkowie, którzy nie chcieli stać się częścią japońskiej polityki, stąd też postanowili skorzystać z okazji i wsiedli na statek płynący do… Meksyku. „(…) 1033 pasażerów z Ilford pozostawało zahipnotyzowanych słodkimi snami o krainie zwanej Meksyk.” (str 29)”. Żaden Koreańczyk nie wiedział, co czeka go na nowym kontynencie. Każdy jednak wierzył, że wraz postawieniem stopy na lądzie, spotka go lepszy los. Lepszy niż w Korei.

Sama podróż okazała się męką dla pasażerów. Nie był to statek przeznaczony do przewozu ludzi. Nie było więc kajut, a same warunki były tragiczne. „Stale dochodziło do żenujących scen – mężczyźni i kobiety, arystokraci i pospólstwo byli wrzucani do jednego rogu, a ich ciała obijały się o siebie nawzajem. Nocniki przewracały się lub uszkadzały, a znajdujące się w nich wymiociny i odchody wylewały na podłogę (…). Nikt nie marzył o takich ekstrawagancjach jak pranie czy kąpiel. Pasażerowie pragnęli tylko jednego, aby łódź przypłynęła szybko na miejsce i aby mogli stanąć na twardym lądzie” (str. 37).

Myślicie, że wraz z dotarciem do meksykańskiego portu, ich los się poprawił? Niestety. Każdy dzień przynosił nowe wyzwania, upokorzenia, konieczność życia na krawędzi. Ucieczka do Eldorado zakończyła się kilkunastogodzinną pracą dla hacendado. Koreańczycy w praktyce stali się niewolnikami związanymi przez postanowienia kontraktu podpisanego przez hiszpańskich właścicieli. Zostali sprzedani jak niewolnicy, choć oficjalnie zostali pracownikami meksykańskiej plantacji.

„Czarny kwiat” to niesamowita podróż do kraju, który dla większości z nas jest zagadką uwikłaną w stereotypy. Połączenie to daje wybuchową mieszankę doprawioną egzotycznymi przyprawami. Autor, w nie tak grubej książce, porusza szereg istotnych kwestii. Pierwszą z nich jest niewolnicza praca, jaką wykonują nie tylko Koreańczycy, ale także Majowie, którym zabrano ziemie i wbrew ich woli ustanowiono nowe prawo. Towarzyszymy naszym bohaterom w pierwszych dniach pracy, a także po wygaśnięciu kontraktu. Towarzyszymy im, gdy umierają, gdy poznają swoją miłość i gdy na świat przychodzi nowa istota. Obserwujemy zachowanie szamanów i księży, arystokratów i pospólstwa, żołnierza i chłopa. Każdego dnia Koreańczycy u boku Majów, wykonują tytaniczną pracę, za którą dostają marne wynagrodzenie, ledwo starczające na wyżywienie. Gdy pracują zbyt wolno w oczach swych panów, są poganiani za pomocą uderzeń bata. Pół biedy, gdy mężczyzna pracuje tylko na siebie. Istotny problem pojawia się, gdy owy mężczyzna ma do utrzymania nie tylko siebie, ale także rodzinę.

W książce nie mogło zabraknąć romansu, który majaczy gdzieś w tle i nie wysuwa się na pierwszy plan. Miłość rodzi się między dwójką nastoletnich bohaterów pochodzących z różnych światów. On, bez rodziny, a nawet bez imienia i ona, córka arystokraty i członka rodziny cesarskiej. Miłość, która w Korei nie miała cienia szansy, na statku rozkwita i trwa dalej w Meksyku. Jednak tutaj pojawiają się problemy, nie spowodowane podziałem klasowym, a odległością. Koreańczycy zostali sprzedani kilku właścicielom plantacji. Nikt nie wiedział do kogo trafi i czy za towarzysza będzie miał swojego przyjaciela, kochankę czy wroga. Wszystko zależało od kaprysu właścicieli ziemskich. Jak miłość mogła przetrwać w takich warunkach? Czy rzeczywiście miłość przezwycięży wszystko?

Jednak i tak najważniejszą kwestią pozostaje emigracja. Ucieczka z Korei okazuje się dla wszystkich, bez wyjątku, decyzją błędną i nieprzemyślaną. Każdy z nich, żyjąc nierealnymi marzeniami o wolności, godności, własnej ziemi, szybko zdaje sobie sprawę, w jakie bagno wpadł. Pytanie pozostaje: komu udało się dostosować do nowych warunków i wyciągnąć z tego jak najwięcej korzyści, a kto poddał się i nie walczył o lepszy los? Emigranci stali się ludźmi nieszczęśliwymi i tylko pojedyncze jednostki potrafiły odnaleźć się w nowej sytuacji. Jedni pracowali nie tylko do wygaśnięcia kontraktu, ale i dłużej, gdyż nie mieli żadnych perspektyw. Powrót do kraju okazał się niemożliwy – nie tylko ze względu na brak wystarczającej ilości pieniędzy. Emigracja nie jawi się tu jako rozwiązanie problemów Koreańczyków. Staje się drogą przez mękę i upokorzenia. By przetrwać musieli rezygnować ze swoich zwyczajów i religii, dostosowując się do chorych i fanatycznych wymagań hacendado. Asymilacja nie polega przecież na ślepym przyjmowaniu zwyczajów kraju, do którego się udaliśmy. Właściciele ziemscy pozbawiali Koreańczyków resztek ich tożsamości.

Druga część książki to rewolucja w Meksyku. Podążamy śladami mężczyzn, którzy postanowili walczyć u boku rewolucyjnych przywódców. Czy zawsze stawali po jednej stronie barykady? Warto zdawać sobie sprawę, że rewolucja w Meksyku miała aż cztery twarze. Cztery twarze czterech różnych przywódców, a każdy z nich miał własną wizję kraju. Co prawda nie do końca uczestniczymy w decyzjach politycznych. My, jako czytelnicy, obserwujemy sytuację żołnierzy na polu bitwy. Rewolucja meksykańska stała się dla koreańskich imigrantów pewnym symbolem: walką o wolność własnego kraju, walką o wyzwolenie i zapewnienie lepszych warunków chłopom, walką przeciwko burżuazji.

Do języka powieści „Czarny kwiat” trzeba się przyzwyczaić. Jest on prosty, czasem bardzo, jednak książkę czyta się wyjątkowo lekko. Nie będzie to uczta dla językowych purystów i wielbicieli kwiecistego języka. Nie oznacza to jednak, że książka nie wciąga i nie fascynuje. Świat Meksyku widziany koreańskimi oczami stanowi prawdziwą mieszankę wybuchową. Szczególnie dla polskiego czytelnika, dla którego oba kraje i obie kultury są bardzo dalekie.

Polecam.

Tytuł: Czarny kwiat
Autor: Kim Young-ha
Wydawnictwo: Kwiaty Orientu

Czego dowiesz się z książki?

Jak powstało najmniejsze państwo świata
Jaka była sytuacja polityczna Korei na początku XX wieku
Kto brał udział w rewolucji meksykańskiej i jakie miała skutki dla Meksyku
Jak wyglądała praca u hacendados na meksykańskich plantacjach
Jakie emocje towarzyszą emigrantom

Podobał ci się artykuł?

Chcesz być na bieżąco z wydarzeniami kulturalnymi, recenzjami i innymi wpisami?

Zapisz się na newsletter