Dyktator w twojej klasie. „Nasz skrzywiony bohater” Yi Mun-yol

 Sierpień 5, 2015

Właśnie skończyły się ferie zimowe. Przychodzisz do szkoły, szukasz szatni, odnajdujesz klasę, w której właśnie będą odbywać się lekcje. Siadasz na parapecie i przyglądasz się ludziom, którzy właśnie zbierają się na korytarzu. Słuchasz rozmów, opowieści, dowcipnych historyjek. Każdy się zna, wita, śmieje się. Każdy chce opowiedzieć jak najwięcej, nim jeszcze rozpocznie się lekcja. W końcu rozbrzmiewa dzwonek. Udajesz się za ludźmi, których nie znasz, nie wiedząc jeszcze, jak będzie wyglądał nowy semestr. Nagle na korytarzu pojawia się dziewczyna. Po jej wejściu, rzucanych uwagach, tonie głosu, wiesz już, że to ona trzyma klasę w ryzach. To jej zdanie liczy się najbardziej, choć tak naprawdę nawet nie jest przewodniczącą.


0

Nowy semestr, nowa szkoła, nowi przyjaciele. Czy może ich brak? Taka sytuacja spotyka wielu z nas. Czasem jesteśmy tymi, którzy witają nowego ucznia, który właśnie się przeprowadził. Innym razem to my stoimy koło okna i zastanawiamy się, co nas spotka w kolejnych miesiącach. Dołączamy do społeczności, która rządzi się swoimi prawami. Pojawia się tylko pytanie, czy my będziemy potrafili dostosować się do ustanowionych tam zasad?

Chłopiec z książki „Nasz skrzywiony bohater”, Han Byong-tae, też trafił do nowej szkoły. Przeprowadził się z dużego miasta (Seulu) na prowincję. I choć nie przeniósł się do innego kraju, a raptem do mniejszej miejscowości, okazało się, że klasa nie będzie tak przyjaznym miejscem jak sobie wyobrażał. A jego plan, by zaimponować wszystkim swoją wiedzą, ocenami, osiągnięciami czy nawet posiadaniem rzeczy, których inni nie mieli, spalił na panewce. W przeciwieństwie do szkoły w Seulu, tutaj swoje rządy objął jeden z uczniów, starszy i silniejszy od pozostałych.

„Minęła zaledwie godzina, odkąd przydzielono nas do tej samej klasy, a ja już go rozpoznałem. (…) Po sposobie, w jaki zwoływał do zbiórki i ukłonu, odgadłem, że jest gospodarzem” *

„Kiedy Sok-dae skończył ze mną rozmawiać, wyjął swoje pudełko z obiadem i położył je na stole. Był to sygnał dla pozostałych, żeby także rozpakowali swoje pudełka. Pięciu lub sześciu chłopców w tym czasie podeszło do Sok-dae, trzymając coś w rękach. Kiedy przyjrzałem się, co położyli na jego ławce, rozpoznałem, że było to jedzenie: gotowane na parze słodkie ziemniaki, jajka, palone orzeszki ziemne, jabłka. W końcu jeden chłopiec na samym przodzie nalał wody do porcelanowego kubka i uprzejmie postawił na ławce Sok-dae. Wszyscy zachowywali się tak, jakby usługiwali wychowawcy na pikniku” **

To jednak tylko kropla w morzu przewinień gospodarza. Sok-dae okazał się przebiegły i nad wiek rozwinięty. Podporządkował sobie 60-osobową klasę złożoną z samych chłopców. W ten sposób szybko stał się dyktatorem, który nie bał się niczego i nikogo. Tyranem, który swoją władzę trzymał żelazną ręką. Nie znał litości. Za przewinienia karał. Nie zawsze fizycznie, ale zawsze boleśnie. Byong-tae nie chciał zgodzić się na taki porządek, próbował więc wszelkimi dostępnymi sposobami złamać przywódcę. Stawiał opór i namawiał do buntu innych chłopców. Sięgnął nawet po ostateczne rozwiązanie, czyli rozmowę z wychowawcą. Jednak Sok-dae wydawał się niezniszczalny. Trwał przy swych rządach, które tak pieczołowicie zbudował od podstaw.

Dla Byong-tae postępowanie gospodarza klasy wydawało się niesprawiedliwe. Ze szkoły w Seulu znał inny ustrój, bardziej przyjazny i cywilizowany. Tam wszelkie decyzje podejmowano wspólnie. Poprzez głosowanie i dyskusje. Tu chłopiec musiał zmierzyć się po raz pierwszy z niesprawiedliwością, tyranią, podporządkowaniem, z którym nie mógł się pogodzić. Stał się samotnym wojownikiem, który próbował wywołać rewolucję. Lecz bez wsparcia trudno było osiągnąć mu cel. Nie potrafił przekonać do siebie nikogo.

„Nasz skrzywiony bohater” stał się więc opowieścią o tworzeniu się tyranii. O potrzebie przywództwa i podporządkowania ludu. Na przykładzie niewielkiej społeczności, autor przedstawił mechanizmy rodzącej się władzy. Pokazał wyjątkowość, ale i okrucieństwo gospodarza. Nie trudno tu doszukać się analogii do rzeczywistego świata. Jednak w każdej grupie potrzebny jest ustrój. Jakikolwiek. Taki, który uporządkuje, wskaże role, umożliwi odnalezienie się w wykreowanym świecie. Taki, by każdy znał swoje miejsce i swoje zadania. Nawet jeśli okaże się to niesprawiedliwe. Wyobraźmy sobie państwo, które działa jak naoliwiona maszyna. Pomimo ucisków, braku możliwości sprzeciwu, nierówności społecznych czy braku głosu, kraj wywiązuje się ze swoich zobowiązań, a i świetnie wypada w oczach przywódców z zewnątrz. Podobny efekt udało się osiągnąć w opisywanej klasie:

„Nasza klasa pod jego przewodnictwem była wzorem dla całej szkoły. Jego pięści przynosiły więcej efektów niż formalne obostrzenia stosowane przez nauczycieli i wiodących szóstoklasistów – robił wszystko byśmy nie jedli między posiłkami i nie łamali regulaminu szkoły. Powierzane mu inspekcje czystości dowodziły, że nasza klasa jest bardziej wysprzątana niż pozostałe, a nasz ogródek kwiatowy – bardziej okazały. Co więcej, z racji przydzielonego mu nadzoru nad plewieniem grządek nasza klasa zbierała największe plonu, a dzięki obowiązkowym przydziałom mieliśmy bardziej dostatnie wyposażenie od pozostałych klas, zwłaszcza ściany obwieszone były cennymi ramkami.” ***

Znamy to prawda? Na zewnątrz pięknie, wewnątrz głęboka rysa.

Byong-tae nie należał do charyzmatycznych chłopców. Nie pisane mu więc było być przywódcą ani stanięcie na czele rewolucji. Miał za to odwagę, by samotnie walczyć z tym, co uważał za sprzeczne z własnym światopoglądem. „Nasz skrzywiony bohater” pokazuje więc nie tylko tyranię, ale i dojrzewanie zarówno głównego bohatera jak pozostałych uczniów. Pokazuje w dość prosty, ale jakże trafny sposób, jakie warunki są konieczne do sprzeciwienia się obecnej władzy jak i panującym zasadom. Pokazuje tchórzostwo oraz sposób zachowania dużej grupy. Jak na niewielką książeczkę, którą autor zmieścił na niecałych stronach, udało się ukazać wiele problemów dotykających społeczeństwo. Także to dopiero dojrzewające, w teorii nieskażone jeszcze żądzą władzy, brudnej polityki i pieniędzy.

Powieść południowokoreańskiego pisarza to kawał świetnej prozy, którą pochłania się bardzo szybko. Walka jednostki z władzą. Słabszego z silniejszym. Wszczynanie buntu, pogrążanie się w porażce. A przede wszystkim odsłonięcie kulis brutalnej gry politycznej, która nie musi wcale rozgrywać się na szczeblach rządu twojego kraju. Zajrzyj i zapamiętaj.

Tytuł: Nasz skrzywiony bohater
Autor: Yi Mun-yol
Wydawnictwo: Kwiaty Orientu
Liczba stron: 96

 

* „Nasz skrzywiony bohater”, Yi Mun-yol, str. 10
** Tamże, str. 16
*** Tamże, str. 27

Podobał ci się artykuł?

Chcesz być na bieżąco z wydarzeniami kulturalnymi, recenzjami i innymi wpisami?

Zapisz się na newsletter