Karzeł w czerwonym pokoju, czyli wracamy do „Miasteczka Twin Peaks”

  15 lipca, 2015

Jak zaczyna się kryminał? Jest morderstwo. Najczęściej brutalne. Przyjeżdża detektyw, policjant, który poszukuje śladów. Często akcja kryminału umieszczana jest w niewielkim miasteczku, gdzie większość mieszkańców się zna i niekoniecznie lubi. A przede wszystkim skrywa tajemnice. Bo przecież każdy człowiek coś ukrywa. Ma ze sobą mniejszy bądź większy balast sekretów. Stanowi to świetny punkt wyjścia do poprowadzenia śledztwa, odkrywania kolejnych kart, wodzenia czytelnika, czy jak w przypadku telewizji, widza za nos.


3

„Miasteczko Twin Peaks” tak właśnie się zaczyna. Władze odnajdują brutalnie zamordowaną Laurę Palmer, nastolatkę z pozoru szczęśliwą i posiadającą normalną rodzinę. W tym czasie do szpitala trafia jej zgwałcona koleżanka, której udało się ujść z życiem. Jest w szoku, przez co kontakt z nią jest bardzo utrudniony. Sprawą zajmuje się lokalna policja, której ma pomóc agent specjalny FBI, Dale Cooper. Wszystko wygląda normalnie, wręcz książkowo. Mamy morderstwo, tajemnice, małe miasteczko. Przesłuchania, mylne tropy. Powoli jednak reżyser odkrywa świat, który wcale nie jest zwyczajny. Twin Peaks, które traktujemy jak dziurę na końcu świata, okazuje się miejscem, w którym do głosu dochodzi jeszcze jeden, niekoniecznie ludzki. I być może jest to dziura, ale dziura, która zaskoczy niejednego przyjezdnego. I oczywiście samego widza.

Miasteczko Twin Peaks łączy wiele gatunków. Z biegiem czasu staje się onirycznym widowiskiem, w którym uwypuklona zostaje mroczna strona duszy człowieka. Na scenie ścierają się racjonalizm z duszą. Dobro ze złem, choć tak naprawdę Lynch w duecie Markiem Frostem nie skupił się na tworzeniu antagonistycznych postaci. Wykreował za to pełnokrwistych ludzi. Widz nie wie, kto miał powód do zabicia Laury. A może raczej twórcy mnożą te powody, byśmy za szybko nie wpadli na pomysł, kto jest prawdziwym winowajcą. Bo tak naprawdę na ekranie oglądamy zwykłych ludzi, ze swoim grzeszkami, zboczeniami, intrygami. Uwikłanych w przestępczy świat jak i żyjących szarą codziennością. Jednym współczujemy, drugim kibicujemy, a trzecim życzymy jak najgorzej. Bo siłą rzeczy serial w drugim sezonie kieruje się bardziej w stronę dramatu niż kryminału, w którym próbuje się rozwikłać śmierć młodej dziewczyny. Z jednej więc strony śledzimy losy bohaterów, zgadując kto jest prawdziwym mordercą, a z drugiej zaczynamy zastanawiać się do czego to wszystko zmierza i jaki finał chce zafundować reżyser.

twin-peaks-1

Podążamy więc rzucanym nam tropem, śledzimy bohaterów i wkręcamy się coraz bardziej w historię, którą serwują nam twórcy. A serwują wielodaniowe danie, które wręcz kipi od nadmiaru składników. Czasem odnosiłam wrażenie, że tych wątków jest zbyt dużo i wiele z nich nie doczeka się finału. Miałam rację. Serial urwał się sceną wzbudzającą wiele emocji. Zakończenie otwarte i dość nieoczekiwane, jednak nadające sens temu, co wcześnie mogliśmy zobaczyć na ekranie.

Oczywiście, oś serialu stanowi śledztwo prowadzone w sprawie zabójstwa Laury. Zabójcę poznajemy jednak nie na koniec serialu, a dużo wcześniej, bo w pierwszych odcinkach drugiego sezonu. Tam, gdzie jedni by zakończyli całą przygodę, dla Lyncha stanowi kolejny punkt zaczepienia. Wiemy, kto zabił, ale tak naprawdę nie wiemy dlaczego. I w sumie zatrzymana osoba nie do końca jest winna… Lynch w tym miejscu zaczyna wchodzić na grząski grunt, w którym świat rzeczywisty miesza się z fantastycznym. Ludzi ze złymi duchami. W ten sposób kryminał nabiera nowych kolorów, a my ulegamy fantazji reżysera.

Aby jednak widz nie był do końca zaskoczony, już sami bohaterowie powinni zasugerować nam, że nie będzie to zwykły kryminał, a raczej jazda bez trzymanki po zakamarkach wyobraźni Lyncha. Pani z pieńkiem, z którym na dodatek rozmawia i przekazuje bardzo ważne informacje. Matka, która ma tak pokręcone wizje, że aż strach się bać, co zobaczy następnym razem. Damski bokser, który niby nie rusza się, nie mówi, a nagle wstaje. Czy też dziewczyna, która zachowuje się jak Lolita z powieści Nabokova. A może generał prowadzący tajną misję wojskową, która okaże się nie bez znaczenia dla dziwnych wydarzeń Twin Peaks, nie wspominając o zastępcy szeryfa, który nie grzeszył inteligencją. I oczywiście na deser karzeł tańczący w czerwonym pokoju. Można wymieniać i wymieniać, gdyż lista bohaterów serialu, tych mniej jak i bardziej typowych jest naprawdę długa.

To, co jednak „Miasteczko Twin Peaks” odróżnia od współczesnych produkcji to szybkość prowadzenia akcji. Długie ujęcia, powolne zawiązywanie fabuły. Nikt się nie spieszy, a i widzowi może wydawać się, że czas może wcale nie płynie. A skoro mamy tyle czasu, to chłoniemy detale z planu. Chłoniemy atmosferę. Zastanawiamy się nad motywami, wydarzeniami, postaciami. Dopełnieniem mrocznej atmosfery cieknącej wręcz z ekranu jest muzyka, która wbija się w tył głowy i nie chce się od nas uwolnić (i teraz przed oczami pojawia mi się scena z filmu „W głowie się nie mieści”,gdzie ujęto ten problem w dość zabawny sposób). Utwór przewodni, choć prosty, momentami przeraża, ale przede wszystkim zapada głęboko w pamięć

twin-peaks-3

Zachwycam się nad serialem, co nie znaczy, że jest to produkcja doskonała. A „Miasteczko Twin Peaks”, choć kultowe, ma jeden problem – dość marne aktorstwo. Wiele postaci wydaje się zagranych zbyt sztucznie, mało naturalnie. Można by to zwalić na karby konwencji czy jednak można być tak niesprawiedliwym? Nóż otwierał się w kieszeni, gdy na scenie pojawiała się Josie, czyli Joan Chen czy choćby sztywny jak wspomniany pieniek Everett McGill grający Dużego Eda. Ale zdarzały się perełki takie jak Lucy (Kimmy Robertson) czy główny bohater Cooper (Kyle MacLachlan). I to spojrzenie Boba, które może się śnić po nocach jako kolejny koszmar.

To jednak tylko drobnostka, bo „Miasteczko Twin Peaks” broni się i bez genialnego aktorstwa. Chciałabym napisać więcej, jednak nie chcę psuć zabawy tym, co jeszcze nie mieli szansy poznać serialu. Mogę tylko podpisać się pod stwierdzeniem, że jest to kultowa pozycja. I z jej obejrzeniem nie warto czekać.

To co, w 2016 oglądamy razem trzeci sezon?

[mc4wp_form id="3412"]


%d bloggers like this: