Od nieudacznika do… nieudacznika w garniturze, czyli „Z krwi i kości” Williama Lashnera

  31 maja, 2015

 

„Z krwi i kości” to typowy thriller, w którym miesza się przeszłość, brudne zagrywki oraz… polityka. Tak, ostatniego elementu nie mogło zabraknąć, gdyż to właśnie polityka pozwala na tworzenie najbardziej zagmatwanych, pokręconych, ale i brutalnych scenariuszy, w których ścierają się siły przypominające te z biblijnej sceny walki Dawida z Goliatem. Powieść „Z krwi i kości” Williama Lashnera ma wiele mankamentów, które nie czynią jej książką roku, a nawet ustawiają ją gdzieś pośrodku stawki, ale o dziwo powieść wyróżnia się jednocześnie na tle wielu podobnych pozycji. I tym samym warto na nią zwrócić uwagę podczas doboru lektur na lato.


0

Fabuła jest prosta jak budowa cepa. Dwudziestokilkuletni chłopak, Kyle Byrne, stracił ojca. Ojca, którego nigdy dobrze nie poznał, gdyż był nieślubnym dzieckiem. Ojca prawnika, który kłamał, oszukiwał i prowadził hulaszcze życie amanta podbijającego serca kolejnych niewiast. I ojca, który wykorzystał informacje pozyskane podczas prowadzenia podczas jednej ze spraw. Te informacje okazały się zgubne dla młodego Byrne’a. Wplątały go w aferę, przez którą mógł zginąć (a jakże) lub wzbogacić się. Chłopak musi zmierzyć się nie tylko z teraźniejszością, a tym samym czyhającym niebezpieczeństwem, ale również przeszłością, czyli zmarłym ojcem.

Nieudacznik, który (nie) staje się superbohaterem

Fabuła niczym nie zaskakuje, rozwiązanie jest oczywiste i zupełnie nie zaskakuje. Większość bohaterów nie zachwyca złożonością osobowości. Należy jednak pamiętać, że to nie główny scenariusz czyni książkę wartą uwagi, a pewne, pozornie drobne, elementy. I tak zamiast sieroty, który w jedną noc staje się niezniszczalnym superbohaterem, mamy do czynienia ze zwykłym chłopakiem, wręcz nieudacznikiem próbującym pogodzić się z utratą ojca. Kyle nagle nie doznaje szoku i nie zyskuje super mocy umożliwiającej mu walkę z niebezpiecznym wrogiem. Nagle nie zaczyna knuć i tworzyć sieci intryg ułatwiających pozyskanie niezbędnych informacji. Potyka się, ląduje w szpitalu pobity, a jego zdolności oratorskie są dalekie od perfekcji. Jednak wraz z kolejnymi wydarzeniami zaczyna wierzyć w siebie, dzięki czemu powoli przejmuje kontrolę nad swoim życiem. Jest to jednak proces powolny, co dodaje realizmu prowadzonej opowieści. I to właśnie główny bohater sprawia, że książka może stać się interesująca. Dla jednych obibok i nieudacznik będzie postacią odpychającą, dla innych bohaterem bliskim rzeczywistości.

William Lashner odparł też inną pokusę. Wiadomo, że seks to jedna z rzeczy, która dobrze się sprzedaje. Czy to w filmie czy to w książce. Szczególnie, gdy mamy do czynienia z lekką, niezobowiązującą pozycją. Trudno więc nie wprowadzać do powieści gorących romansów, w których iskrzy się od namiętności. Główny bohater, niezależnie czy będzie nieudacznikiem czy superbohaterem musi mieć partnerkę, z którą przeżyje chociaż jedną niezapomnianą noc. Jednak w „Z krwi i kości” tego elementu brak. Co prawda jakieś uczucie kwitnie, lecz tak naprawdę ujawnia się ono na ostatnich stronach książki. I nie ma seksu, a jedynie pocałunek.

Średnio, średnio, wolno

Choć bohater wydaje się być na swój sposób interesujący i przy tym bliski sercu, pisarz popełnił jeden niewybaczalny błąd. Tworząc swoją historię zapomniał o najważniejszym elemencie, bez którego książka tego typu traci dużo na swojej wartości. Brak tempa, brak napięcia. Brak scen, które wywoływałyby szybsze bicie serca i strach o głównego bohatera. Brak fajerwerków, które sprawiłyby, że książka zostałaby zapamiętana na dłuższą chwilę.

Owszem, tempo prowadzenia fabuły, nie zawsze odgrywa najważniejszą rolę. Nawet thriller czy książka sensacyjna mogą charakteryzować się pewną powolnością. Wtedy jednak dostajemy coś w zamian. Pogłębione rysy bohaterów, poruszanie trudnych problemów, stawianie bohaterów przed trudnymi dylematami. Wszystko po to, by historia stała się bliższa czytelnikowi.

Gdy jednak autor stawia na rozwiązanie zagadki i to ona stanowi oś książki, czytelnik ma prawo oczekiwać lepszego rozwoju akcji i budowania scen w taki sposób, by budziły jak najwięcej emocji. Tego niestety zabrakło. Przez książkę przelatujemy. Czytamy, zastanawiamy się, być może nawet współczujemy bohaterowi życia, na jakie się zdecydował. Jednak jest to czytanie powierzchowne, przeżywane tylko w momencie lektury, a umykające zaraz po jej zakończeniu.

„Z krwi i kości” to książka, którą można przeczytać w ramach letniego relaksu. Nie razi błędami czy stylem nie do przełknięcia. Jest zwyczajna. Z jednej strony zaskakuje kreacją głównego bohatera, z drugiej zawodzi w prowadzeniu akcji. Ani nie polecam, ani nie odradzam.

Tytuł: Z krwi i kości
Autor: William Lashner
Wydawnictwo:Akurat
Liczba stron: 446