Hobbit: Bitwa Pięciu Armii

4 powody, dla których Hobbit jest gorszy niż Władca Pierścieni

 Styczeń 5, 2015

Zastanawiam się, czy już stałam się dużą dziewczynką czy może magia Śródziemia gdzieś znikła. Pamiętam jak po raz pierwszy przeczytałam trylogię „Władcy Pierścieni”. Zaraz potem dowiedziałam się, że powstał film, a nawet można go kupić na kasecie VHS (na DVD także, ale jeszcze wtedy nie dysponowałam odpowiednim sprzętem), którą zresztą dostałam jako prezent gwiazdkowy. Kaseta odsłużyła swoje – potrafiłam co najmniej raz dziennie włączać „Drużynę Pierścienia”, by móc jak najdłużej uczestniczyć w wyprawie. I nie mogłam doczekać się kolejnej części, choć przecież doskonale znałam fabułę.



Kocham Śródziemie. Kocham trylogię Tolkiena jak i Jacksona. Jest to miłość bezwarunkowa, a seanse z dzielnymi hobbitami, krasnoludami, elfami i ludźmi zawsze wzbudzają we mnie mnóstwo emocji. I raz w roku taki seans musi się odbyć. W końcu „Władca Pierścieni” zawładnął moją duszą i sercem. Gdy dowiedziałam się, że powstanie Hobbit, zacierałam ręce ze szczęścia. Nie czytałam pierwowzoru, jednak kolejna możliwość uczestniczenia w wyprawie i poznanie przygód Bilba stanowiła niezwykle kuszącą propozycję. Nie kręciłam nosem, bo po co? Więcej magii, więcej przygód, więcej szczęścia. Czy miłośnik trylogii może narzekać, gdy dostaje kolejną opowieść osadzoną w jego ulubionym świecie?

Jednak po pierwszej części Hobbita zaczęłam mieć wątpliwości. Nie na tyle duże, by nie ufać Jacksonowi i by nie pójść na kolejną część. Zresztą „Niezwykła podróż” podobała mi się. Miała nieco inny klimat niż trylogia i zapowiadała całkiem przyzwoitą rozrywkę. Bajkowość połączona z mroczną historią. Spokoju nie dawało jedynie podzielenie cienkiej książeczki na części. Bo w końcu, ile można wyciągnąć z jednej opowieści, która wcale do grubych tomów nie należy? To była spora zagadka i każdy zastanawiał się, jak ten problem zamierza rozwiązań reżyser.

Dlaczego Hobbit nie jest tak dobry jak Władca Pierścieni?

numer_1

Rozmycie grupy docelowej

Po obejrzeniu ostatniej części wydaje mi się, że Jackson zgubił ten klimat, ten nastrój, który towarzyszył „Władcy Pierścieni”. Owszem, inna historia, a więc i inne środki wykorzystane do stworzenia opowieści. Nadal jednak posługiwano się motywami i nawiązaniami do Władcy Pierścieni. A to muzyka, a to przewijające się na ekranie postacie. Podczas seansu „Bitwy Pięciu Armii” odniosłam wrażenie, że twórcy balansują gdzieś pośrodku, nie wiedząc do końca do kogo skierować film. Czy mają to być dzieci (do których pierwowzór literacki był kierowany) i młodzież czy też fani trylogii kochających mroczny klimat poprzedniej historii. W ten sposób powstała trzyczęściowa produkcja, która podążała w nieokreślonym kierunku. A to wydaje mi się najgorsza zbrodnia – bo żadna z tych grup nie będzie czuć się dobrze, oglądając którąkolwiek z części. „Niezwykła podróż” stara się być bajkowa, by w kolejnych częściach stawać się mroczniejszą opowieścią, nawiązującą do klimatu „Władcy Pierścieni”.

numer_2

Stworzenie trzech części zamiast jednej

To już chyba symptom naszych czasów – rozbijanie historii na kilka części, pomimo że wcale nie jest to potrzebne. „Władca Pierścieni” pomimo że był powieścią składającą się z trzech tomów i wielu wątków, wymusił na twórcach zamknięcie się w trzech filmowych częściach. Można? Można! A przecież wtedy mogli szaleć i stworzyć choćby cztery odsłony, by fani mogli nacieszyć się wszystkimi wątkami. Czy jednak wyszłoby to produkcji na dobre? Najprawdopodobniej nie, gdyż za długi film, nawet jeśli wiernie oddaje książkę, stałby się nudny, a z pewnością nie pokochałyby go miliony (a finanse, choć brzmi to bezlitośnie, muszą się przecież zgadzać). Podobny problem widać w „Igrzyskach śmierci”, gdzie twórcy ostatni tom postanowili rozdzielić na dwie części. Opowieść nie staje się przez to głębsza i ciekawsza. Decyzje podjęte przez reżyserów, a bardziej przez producentów i wytwórnie wydają się być podyktowane jedynie słupkami liczbowymi, które pokażą wielki zarobek. A trzy części, to trzy razy więcej pieniędzy (choć i jednocześnie wyższe koszty).

numer_3

Nienaturalne efekty

Chyba największą bolączką ostatniej części Hobbita była pewna nienaturalność, która wkradła się na plan filmowy. I wcale nie mam tu na myśli kiepskiej gry aktorskiej czy plenerów, a efekty specjalne i pewne rozwiązania. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że to film fantasy, ale oglądając „Władcę Pierścieni” nie odczuwałam dyskomfortu, pomimo przecież dużo mniejszych możliwości niż obecnie dysponują studia filmowe. Dwie rzeczy zmusiły mnie do napisania tego punktu:

– Legolas wbiegający do góry po rozpadającej się wieży – tak, tak, zdaję sobie sprawę, że elfy dysponują nadprzeciętnymi umiejętnościami, ale ta scena wyjątkowo kłuje w oczy. I wcale nie wygląda naturalnie. W drugiej części oglądamy przecież elfy tańczące na głowach krasnoludów płynących w beczkach. I wcale, a to wcale mi to nie przeszkadzało. W końcu to był Legolas – mistrz tańca bitwy. Jednak wbieganie po rozpadających się kamieniach? Nie, to nie dla mnie. Za dużo w tym bajki. Za dużo nadużycia zaufania widza.

– scena z Galadrielą i Sauronem, gdzie ta przyjmuje swoją nienaturalną postać. Rzecz jasna i tu pojawiło się nawiązanie do „Władcy Pierścienia” i transformacji elfki. Jednak tak jak tam prezentowało się to dobrze, tak tu przesadzono z efektami specjalnymi. Wypadło to tak nienaturalnie, tak źle, że aż chciałam zamknąć oczy i nie patrzeć na tego komputerowego potworka.

numer_4

Bitwa, nie bitwa

Tytułowa bitwa pięciu armii to nic w porównaniu z wojną we Władcy Pierścieni. Nawet biorąc pod uwagę tylko obronę Helmowego Jaru, przy której zawsze mam dreszcze, nadal ostatnia część wypada blado. Zabrakło tej iskry, tych emocji, tego napięcia. We Władcy Pierścieni każdą potyczkę i spotkanie z wrogiem przeżywało się całym sercem, życząc głównym bohaterom jak najlepiej. Choć przecież znałam wynik każdego pojedynku i bitwy. Tu nie wiedziałam nic, a pomimo to nie czułam nawet przez moment podniecenia i emocji, które zbliżyłyby mnie do opowiadanej historii.

Tak naprawdę pozostał tylko sentyment. Ostatnia część Hobbita rozczarowała mnie. Nie jest to może zły film i jako fance „Władcy Pierścieni” trudno mi być obiektywną. Bo nadal kocham Śródziemie. I nadal kocham Tolkiena. A Jacksona – no cóż, zawiódł moje zaufanie, choć dziękuję mu, że spróbował drugi raz zabrać fanów w podróż po ukochanych krainach. Ale była to próba nieudana i na pewno z mojej strony nie doczeka się corocznych seansów.

Zostały wymienione tylko cztery powody, choć z pewnością niejeden widz mógłby wymienić ich więcej. Ja niestety nie mogę, bo jednak moje serce cały czas jest w Śródziemiu.

Podobał ci się artykuł?

Chcesz być na bieżąco z wydarzeniami kulturalnymi, recenzjami i innymi wpisami?

Zapisz się na newsletter




  • Edyta

    Ja też na seansie miałam wrażenie, że chyba już jestem za stara. Niby mi się podobało, ale… jakoś tak dużo tych „ale” było.
    Pozdrawiam

    lilybeth

    • https://okonakulture.pl/ Paulina M.

      No właśnie te ale – wczoraj zdecydowałam się włączyć trzecią część „Władcy Pierścieni”. I tam żadne ale mi się nie pojawiało. Miałam dreszcze i z emocjami (a to już przecież który raz) śledziłam losy bohaterów. Takie porównanie na świeżo stawia „Hobbita” w jeszcze gorszym świetle – niestety.

      No ale może naprawdę jesteśmy za stare 😉

  • http://mackomusic.wordpress.com/ Maciej Korólczyk

    Ja przyznam się szczerze, że nie obejrzałem żadnej z części Hobbita. Uważam, że nic nie jest przebić trylogii Władca Pierścieni. Już same spoty reklamowe Hobbita jakoś mnie zniechęcały swoją sztucznością efektów specjalnych. Może z wiekiem przestałem czuć tą magię filmów fantasy, choć wspomniana trylogia nadal mnie zachwyca.

    • https://okonakulture.pl/ Paulina M.

      Niestety nie jest, choć po pierwszej części miałam nadzieję, że Jackson wie co robi i odejdzie nieco od stylistyki „Władcy Pierścieni” tworząc unikalną historię ze Śródziemia. Niestety z części na część było coraz gorzej…

      Mnie „Władca Pierścieni” też nadal zachwyca, co udowodnił wczorajszy seans trzeciej części. I ciarki nadal mnie przechodziły!

  • takitutaki

    jak w kinie oglądałem pierwszą część Hobbita nie byłem świadom, że mają być 3 części.. i się zawiodłem bardzo na tym, że po w sumie długim seansie film się skończył, teraz po opiniach trzeciej części jakoś ochota na obejrzenie całości gdzieś odpłynęła, chyba ze względu na te rozbuchane rozmiary.. świadomość, że książka nie jest za długa.. a też nie pomaga 😉

    • palanee

      No niestety. Tak jak „Władca Pierścieni” wydawał się miejscami za krótki 😉 tak znów z Hobbitem przesadzili. I to zdecydowanie. Ostatnią część mogli sobie darować, a dwie poprzednie bardziej skondensować. I byłoby idealnie 🙂

  • ZmieN

    Hobbit był kręcony nie tylko na podstawie Hobbita, ale także innych książek w uniwersum (gdzieś w internecie była lista w której były wymienione) dlatego zajęło to 3 filmy. Mnie się podobał klimat filmów, tak jak wspomniał autor, „Niezwykła Podróż” była bajkowa ponieważ(jak dla mnie) Shire, Rivendel i południowy-zachód śródziemia jest właśnie takim bajkowym światem, wraz ze zbliżaniem się ku północy i zachodowi nagle pojawiają się Mordor, Gundabad itp. Więc klimat staje się coraz mroczniejszy, tak samo było we Władcy Pierścieni, Shire było bajkowe, Bri było bajkowo-zwykłe (takie jak powinno być miasteczko w średniowiecznym świecie fantasy), a potem były Góry Mgliste, znów Mordor.
    Co do Hobbita, gigantycznym zaskoczeniem było to, że Legolasowi skończyły się strzały, rozczarowaniem była też bitwa chociaż tylko pod względem strategicznym. Genialna muzyka która potrafiła uderzyć w idealnym momencie idealnym dźwiękiem to samo zresztą było we Władcy Pierścieni.

    • https://okonakulture.pl/ Paulina M.

      Tak wiem, że Hobbit nie był kręcony tylko na podstawie tej jednej książki. Sporo też zmieniono względem pierwowzoru. Nadal jednak uważam, że trylogia powstała jedynie po to, by wyciągnąć kasę od fanów. Bo Ci wiadomo – pójdą do kina (tak jak ja), Sama bajkowość pierwszej części mi się podobała i wcale nie mam pod tym względem nic do zarzucenia. Raczej chodzi mi o to, że tak naprawdę nie wiadomo do kogo kierowany jest film.

      Brak strzał u Legolasa też mnie zaskoczył. Jak dla mnie bardzo dobre rozwiązanie, w końcu, kiedyś musiały się mu skończyć. Dzięki czemu uwiarygadnia się postać elfa i sama walka.

    • ZmieN

      Legolas zawsze powinien mieć pełen kołczan, jak w pierwszej trylogii 😀
      Według mnie całość była kierowana w sumie do każdego odbiorcy, każdy mógł się doszukać w tym czegoś co lubi. Jestem Wiedźminofilem, więc mroczny klimat a zaraz potem bajkowość nie robi na mnie wrażenia, wręcz przeciwnie jeszcze bardziej mnie przyciąga do produkcji.

    • https://okonakulture.pl/ Paulina M.

      Swoją drogą jestem ciekawa jak wypadnie „Wiedźmin” w wersji Bagińskiego 🙂

  • http://www.bagienny.info/ bagienny

    Ad.1. faktycznie, krew nie chlustała, ale głowy latały w powietrzu ;] Lektura jest dla dzieci (teraz niegrzecznych, by musiały to czytać), film jest dla nastolatków 14 jak wszystkie blockbustery. Do mnie trafiło ;]

    Ad.2. Też uważałem to za idiotyczne, ale to co się nie zmieściło w Władcy Pierścieni w żaden sposób nie zostało uzupełnione w wersjach rezyserskich. Tutaj jest większy wymiar, i miejsce na tzw. refleksję. We Władcy Pierścieni tego nie ma. I oczywiście dodano co nieco od siebie ;] Ale to jest kino.

    Ad.3. W takim razie sentyment oczy Ci przyszłonił. We WP jesttyle skrótów, że czasami się słabo robiło, znajomi, którzy nie oglądali wcześniejszych ekranizacji ani nie czytali książek zwyczajnie się gubili. Moją ulubioną sceną jest pożegnanie z osiołkiem, w środku filmu osioł się pojawia. Pomstowowałem na marność efektów specjalnych we WP, za ich niespójność. Hobbit poprawił się w tym względzie. Przy czym w tym filmie czasem zgrzytnął jakiś element na ekranie, we WP non stop zgrzytało.

    Ad.4. We WP źle jest pokazana większość bitew i potyczek. Zwyczajnie nie filmowo, zamiast odpuścić sobie pierwowzór na siłę pchano się z tym opisem. Jestem przekonany, że gdyby Tolkien mógł zwizualizować bitwę przed napisaniem tego, byłoby to znacznie lepsze.

    ATSD jestem wielkim niemiłośnikiem Tolkiena, byłem jedną z pierwszych osób, która powiedziała, że jest zwyczajnie nudny (za co zostałem zaatakowany krzesłem 😉 Hobbit zaskoczył mnie nader pozytywnie, filmowością i przede wszystkim historią, której nidgy nie zdołałem do czytać (zasypiałem w połowie). ;]

    • https://okonakulture.pl/ Paulina M.

      Haha 🙂 No cóż, jesteś jedną z nielicznych osób, które znam i które bardziej chwalą Hobbita niż WP, ale taki urok. Co do sentymentu, to jednak okazało się, że nie do końca, gdyż oglądałam ostatnio trzecią część Władcy i wyszło, że nadal mam ciary. I pomimo wszystko bitwy zrobiły na mnie większe wrażenie. W Powrocie króla, rzecz jasna 🙂

    • http://www.bagienny.info/ bagienny

      Dzisiaj rozmawiałem na temat Gwiezdnych Wojen i postaci Jar Jara. Większość starych (dosłownie 🙂 fanów nie cierpiało tej postaci. Dla mnie osoby, której magia serii nie przekonała od najmłodszych lat było i jest bezzasadna antypatia. Patrząc na dzieciaki oglądające „nowe” GW widać, że Jar Jar jest świetną postacią. Analogicznie do postaci uszatego w „starych” GW był R2D2 i CPO3… o Ewokach nawet nie wspomnę ;]

      Podobnie jest z Władcą pierścieni. Od samego początku patrzyłem krytycznie, „gdyż ponieważ” już to było (w wersji Ralpha Bakshiego, dość te same ujęcia powtarzają się w wersji Jacksona, dla sportu poczytałem WP i była to wizja reżysera), ale pomijając to. Pierwsza część wyszła w 2003 roku, wyposzczeni fani Tolkiena musieli czekać 23 lata na WP (zdecydowana większość nawet nie widziała poprzednich ekranizacji). Przy czym pierwsza część miała premierę w 2001 a pierwsza część Hobbita 11 lat później. W skrócie, zdążyło Wam się ograć i zdążyliście dorosnąć lub się zestarzeć ;] Zgadzam się, że Hobbit jest inny od WP, chociażby dlatego, że jednym ze scenarzystów jest Guillermo del Toro i mimo że, nie zajmował się reżyserią to widać jego wpływ, a sam Peter Jackson po zrobieniu po WP dwóch gniotów, wrócił do swojego starego prowadzenia historii, dzięki któremu zyskał fanów.

    • https://okonakulture.pl/ Paulina M.

      Ja znów zaliczam się do młodych fanów Gwiezdnych Wojen – znaczy się takich, którzy tak naprawdę dość niedawno zapoznali się z całą sagą. I należę do tej grupy (niestety mniejszej), która polubiła także nową trylogię. A tym bardziej Jar Jara, choć dzieckiem już dawno nie byłam 😀 Każda z trylogii, czy to stara czy to nowa miała dla mnie swoje momenty, inaczej też zostały zrealizowane .I akurat w tym przypadku, a może właśnie dlatego, mi to nie przeszkadzało – ale fakt, że ja oglądałam wieczór po wieczorze, część po części, więc za pewno też inaczej odbierałam to jako całość i nie byłam zachłyśnięta duchem starej.

      W przypadku Władcy Pierścieni być może tak się stało. Mi np. zaczęło przeszkadzać powtarzanie motywów, które chwyciły w przypadku WP i zostały ponownie wykorzystane w Hobbicie. Choćby miłość elfki do krasnoluda. Wiem, że Hollywood rządzi się swoimi prawami i pewne wątki muszą się powtórzyć, aby film odniósł sukces, ale jednak gdzieś ten mały niesmak pozostał. Ale żeby nie było – pierwsza część Hobbita podobała mi się, może właśnie dlatego, że różniła się od Władcy Pierścieni. I ta świetna scena z zagadkami 😀

  • hdhdhd

    Hobbit to nie władca a władca to nie Hobbit

  • daria szymańska

    jak możesz tak obrażać hobbita kocham ten film całym sercem władca pierścieni to lipa wszystkie postacie kture kocham są w hobbicie i tego trzymam się od obejrzenia 1 częśći

  • Ewa Mühmel (Nako-chan)

    Hobbit najlepszy, jak na razie oglądam pierwszy film Władca Pierścieni, widać, że zapanował nad filmem całkowicie mroczny klimat. Hobbit zawsze będę kochać i puszczę go moim dzieciom. Zbieram na naszyjnik i całą trylogie. Jak na razie nic nie mam do zarzucenia Hobbitowi, bo ja go uwielbiam, ponieważ mój ulubiony aktor Martin Freeman gra głównego bohatera (?). Jego miny, wprawiały mnie w zaduch śmiechu XD. Drugi i ostatni film Hobbita był bardzo smutny. Zdążyłam się popłakać wiele razy. Oraz rozpierała mnie duma z Bilbo, za jego czyny i odwagę ^^ .

%d bloggers like this: