Śledztwo XIX wieku – „Pan Whicher w Warszawie”

 Grudzień 17, 2012

Pan Whicher w Warszawie800Polska pod zaborami. Kartka z kalendarza wskazuje na wrzesień 1962 roku. Atmosfera wśród mieszkańców jest coraz bardziej napięta. Niepokój, panosząca się po ulicach żandarmeria, chęć odzyskania wolności. Jeden naród uciskany, drugi próbuje przejąć kontrolę nad mieszkańcami Warszawy. Są to czasy niebezpieczne, a jednocześnie niezwykle ciekawe. Duet pisarzy: Agnieszka Chodkowska-Gyurics oraz Tomasz Bochiński, wykorzystał to i stworzył powieść niezwykłą: „Pan Whicher w Warszawie”.


5

Jak sami autorzy zaznaczają nie jest to kryminał historyczny, a kryminał z historią w tle. Trudno się z nimi nie zgodzić. Napisali go jednak tak sprawnie i barwnie, że trudno nie uwierzyć w opisywane wydarzenia. Inspiracją do stworzenia książki stał się nie kto inny jak Pan Whicher, detektyw Scotland Yardu, nazywany nieoficjalnie księciem detektywów, który odwiedził Polskę wraz współpracownikiem w celu… stworzenia prawdziwego Wydziału Detektywistycznego. Autorzy ubarwili pobyt angielskiego detektywa w Polsce i wplątali go w śledztwo z prawdziwego zdarzenia. Początkowo zadaniem Pana Whichera jest odnalezienie zaginionej krewnej księcia Konstantego – Anny Pietrowny Długorukiej. W międzyczasie, opiekun cudzoziemca, inspektor Mikołaj Czernyszewski prowadzi śledztwo w sprawie seryjnego mordercy. Wątki przeplatają się z oczekiwaną naturalnością, wgryzają się w siebie, a wszystko zostaje doprawione napiętą sytuacją w kraju i rozgrywkami politycznymi.

Świetnie poprowadzona akcja, gdzie postacie historyczne mieszają się z fikcyjnymi, sprawia, że czytelnik zostaje ubezwłasnowolniony. Nie może oderwać się od książki i z upragnieniem wyczekuje kolejnej strony, kolejnego rozdziału, byleby przeczytać o mniejszych jak i większych przygodach Pana Whichera w Warszawie. Bardzo udane zresztą okazało się zderzenie trzech kultur, bądź co bądź zupełnie różnych od siebie: angielskiej, polskiej i rosyjskiej. Powstały miszmasz urozmaica lekturę i czyni ją bardzo przekonywującą. Obserwujemy zachowanie Anglika, który musi zmierzyć się nie tylko z barierą językową, ale również obyczajową. Musi przyzwyczaić się do wylewności Słowian jak i nauczyć się polegać nie tylko na sobie, ale również kolegach z innego kraju. Tworzy to niezwykłą, wciągającą mieszankę, przyprawiającą o zawrót głowy.

Niektórzy pokręcą nosem nad książką, gdyż akcja nie gna do przodu jak szalona, a śledztwo prowadzone jest z niezwykłą dokładnością. Jednak czy to źle? Należy pamiętać, że fabuła została osadzona w XIX wieku, gdzie detektyw nie miał takich możliwości, co obecni śledczy. Największą zaletą i bronią policjantów w walce z przestępczością była intuicja, co zresztą podkreśla sam Whicher. Drogą dedukcji, kojarzenia faktów i przede wszystkim skrupulatnych przesłuchań, Whicher oraz Czernyszewski dochodzą powoli po nitce do kłębka.

„Pan Whicher w Warszawie” to książka, która skupia się przede wszystkim na śledztwie. Oprócz kilku, mniej ważnych wątków pobocznych, trudno doszukać się tu głębokich portretów psychologicznych, czy zagłębiania się w życie osobiste bohaterów. Nie jest to jednak zarzut, gdyż taka konstrukcja powieści równie mocno przyciąga i zachwyca.

Książka byłaby idealna, gdyby nie pewien zabieg, z pewnością zamierzony, który utrudniał sprawne czytanie. Otóż w powieści przeplatają się dwa typy treści. Pierwszy z nich jest mocno stylizowany na minioną epokę. Drugi, który składa się na wspomnienia detektywa Whichera, brzmi bardziej współcześnie. Mimo że zabieg ciekawy, utrudnia odbiór i wprowadza mały mętlik w głowie czytelnika.

Na sam koniec, warto wspomnieć o wydaniu, gdyż jest ono niezwykle udane. Mam na myśli przede wszystkim oprawę graficzną – kartki kalendarza na początku każdego rozdziału, różnicowanie czcionki w zależności od narratora oraz ryciny, sprawiają, że książkę czyta się bardzo przyjemnie. Oby więcej takich wydań!

Polecam, polecam i jeszcze raz polecam. Naprawdę warto przenieść się na XIX-wieczne ulice Warszawy i wraz z detektywem ze Scotland Yardu poznać tajemnice zniknięcia arystokratki jak i seryjnego zabójcę.

Moja ocena: 7,5/10
Tytuł: “Pan Whicher w Warszawie”
Autor: Tomasz Bochiński, Agnieszka Chodkowska-Gyurics
Wydawnictwo:  Instytut Wydawniczy ERICA

Za możliwość przeczytania książki, dziękuję portalowi sztukater.pl

Zdjęcia pochodzą ze strony wydawnictwa

Podobał ci się artykuł?

Chcesz być na bieżąco z wydarzeniami kulturalnymi, recenzjami i innymi wpisami?

Zapisz się na newsletter




  • http://stulecieliteratury.blogspot.com/ M

    Mnie się książka bardzo podobała i prawdę mówiąc nie zwróciłam w ogóle uwagi na te dwa typy treści o których piszesz. Połknęłam jednym tchem całą historię:)

    • http://okonakulture.wordpress.com palanee

      Może ujawniło się moje przewrażliwienie 😉 Ale pomimo wszystko też mi się bardzo podobała i z niecierpliwością czekałam na finał historii 🙂

  • http://takitutaki.wordpress.com takitutaki

    zapowiada się interesująco… tym bardziej, że lubię takie pomieszanie i umieszczenie kryminałów w dawnych latach.. na pewno sięgnę po tą książkę 🙂

    • http://okonakulture.wordpress.com palanee

      Polecam. Pisarzom udało się wiarygodnie wykorzystać realia XIX wieku i przedstawić śledztwo 🙂

  • Pingback: Zupa śmieciówka, czyli "Carska roszada" Melchiora Medarda - Oko na kulturę()